poniedziałek, 6 czerwca 2016

Rozdział 27

    Rano, gdy się obudziłam było bardzo cicho, co sugerowało, że jestem sama. Rozejrzałam się po wnętrzu pokoju, w którym się znajdowałam i dostrzegłam piękną pogodę na zewnątrz. Promienie słoneczne, które przedostawały się wprost na moje łóżko wręcz zachęcały do wyjścia z domu i zaczerpnięcia świeżego powietrza. Ciekawe gdzie znajduję się Zayn, a może jednak jest w środku? Rozmyślałam o mężczyźnie, który coraz to częściej zajmuję moje myśli i sprawia problemy w normalnym funkcjonowaniu. Zwyczajnie zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Czy to jest dobre? Sama nie wiem. Moje zdanie na ten temat jest niestety niejednomyślne. Jednakże mam nadzieję tylko, że z czasem będę tego pewna co do niego czuję i czy wiąże z nim jakąkolwiek przyszłość. Z tego co widzę mam dziś dzień filozofowania, więc nie dziwcie się moim refleksją.

Jest dopiero rano, a już mam problem w rozporządzeniu sobie wolnego dnia. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Ten wolny czas doprowadza mnie do szaleństwa, szczególnie gdy mam go spędzać samotnie. Postanowiłam w końcu wziąć prysznic, gdy tylko przypomniałam sobie, ze wczoraj tego jednak nie zrobiłam. Udałam się do łazienki, po czym zwyczajnie umyłam się. Wykonałam jeszcze kilka innych czynności związanych z poranną toaletą, a następnie opuściłam pomieszczenie. Tak właśnie minęła mi już część dnia, może i mała, ale jednak też się liczy. Kolejne co zrobiłam to było pyszne i pożywne śniadanko. Reszta dnia do wieczora minęła mi zaskakująco szybko, spędziłam go głównie na oglądaniu telewizji oraz czytaniu mojej ulubionej książki. Uwielbiam czytać opowieści, nie ważne o czym. Każda z nich jest interesująca i godna uwagi. Przeczytałam w swoim życiu mnóstwo dzieł i śmiej twierdzić, że nie ma książki nieciekawej. Jedynie są mniej interesujące dla ciebie. Każda poezja ma w sobie coś niezwykłego, coś co pobudza do działania oraz odpowiada na niezadane pytania czytelnika. Pozwala uwolnić często skrywaną wyobraźnie ludzką, którą każdy z nas posiada, a poza tym edukuje i dzięki nim zdobywamy umiejętności oraz doświadczenie. Nie rozumiem osób, które wolą filmy od literatury. Z ekranizowanych dzieł nie wiele tak naprawdę jesteśmy w stanie wywnioskować, a już nie mówię o jakiejkolwiek nauce. Kiedyś jednej ze znanych profesorów wywnioskował pewien drobnych fakt, mianowicie ludzie oglądający w kółko telewizje nigdy do niczego wielkiego nie dojdą, ponieważ żeby coś osiągnąć potrzebna jest do tego praca na najwyższym poziomie oraz przede wszystkim dążenie do wyznaczonego celu. A z tego co sądzę, to raczej leżenie całymi dniami przed ekranem, nie jest nikogo planem przyszłościowym, nieprawdaż?

Czas wybrać się na zakupy. Po dłuższym czasie rozmyślania, postanowiłam wreszcie przebrać się w wyjściowe ubranie oraz zrobić makijaż, po czym mogłam spokojnie wyjść z domu Zayn'a. Pogoda na zewnątrz nie była jakaś świetna, ciągle się chmurzyło, a chmury wyglądały nawet na deszczowe. Aczkolwiek nie zniechęciło mnie to do wybrania się na spacer, a przy tym wstąpieniu do sklepu.
Podążałam dość wolno, podziwiałam okolice, których nie miałam okazji zwiedzić. Na swojej drodze mijałam maleńkie ptaki, pewnie dopiero co się wykluły. Nie wiem czemu, ale rusza mnie przyroda. To takie magiczne.

~♥~

W pewnym momencie zrobiło mi się duszno i musiałam zatrzymać się na chwilę. Byłam już nie daleko sklepu, gdy nagle zakręciło mi się w głowię. Widoczność przestała być ostra, a świat zaczął wirować. Nikogo w pobliżu mnie  nie było i nikt nie był w stanie mi pomóc. W jednej chwili przewróciłam się tracąc równowagę. Uderzenie było na tyle silne, abym całkowicie straciła przytomność. Ostatnie co pamiętam to widok mężczyzny idącego w moją stronę, niestety nie byłam w stanie złapać takiej ostrości, aby rozpoznać osobę. Potem była już tylko ciemność...
______________________________
Tak wiem, rozdział bardzo krótki, ale spokojnie wkrótce będą o wiele dłuższe. Czekam tylko na chwile wolnego, bo jak na razie to u mnie tragedia jest. Już pojutrze poligon i znów mnie nie będzie, a po za tym te całe wyciąganie ocen na koniec jest bardzo męczące i czasochłonne, prawda? Pewnie też coś o tym wiecie ;) Kolejny rozdział pojawi się jak wrócę z obozu, więc myślę, że nie tak bardzo długo :) Chciałam jeszcze tylko zaznaczyć, że zbliżamy się do końca ;cc

czwartek, 26 maja 2016

Rozdział 26

         Gdy obudziłam się nadal byłam słaba, ale już zdecydowanie mniej. Wstałam z zamiarem znalezienia Zayn'a i poinformowania go o tym, że wracam do domu. Czułam się już o niebo lepiej niż wczoraj, więc spokojnie mogłam przebyć tę drogę do mężczyzny samodzielnie. Udałam się do kuchni gdzie znalazłam wampira, przygotowującego śniadanie.
- Część. Jak się spało? - Zagadał nawet nie odwracając się w moją stronę. Podeszłam bliżej i usiadłam na wysokim, barowym krześle.
- Dobrze nawet. Co gotujesz? - Spytałam zaciągając się aromatycznym zapachem.
Frittata z szynką, szczypiorkiem i fetą.
- Brzmi smakowicie. - Oblizałam wargi, robiąc się coraz to głodniejsza.
- I takie też jest. - Zachęcił mnie jeszcze bardziej swoją odpowiedzią. Z niecierpliwieniem czekałam aż danie będzie gotowe. Nie mogłam dłużej usiedzieć na tyłku, więc wstałam i odwróciłam się do Zayn'a.
- Zrobię kawę. Chcesz?
- Tak, możesz zrobić.
Tak więc zabrałam się za przyrządzenie wspomnianego napoju. Zagotowałam niewielką ilość wody w czajniku i zasypałam po dwie łyżeczki kawy. Tak, wiem, że mogłam użyć do tego ekspresu, ale w tym momencie miałam ochotę na taką kawę. Po kolejnych 10 minutach wszystko było gotowe i pięknie podane do stołu.
- Smacznego. - Odezwał się, gdy już oboje zasiedliśmy do jedzenia. Oczywiście również mu odpowiedziałam.
- Faktycznie smaczne.- Skomentowałam danie, które przygotował mężczyzna.
- Mówiłem. - Uśmiechnął się przyjaźnie.
Najpierw było dość cicho między nami, dopiero po czasie Zayn znów się odezwał.
- Jak się czujesz już?
- Lepiej. Myślę, że powinnam niedługo wracać do siebie.
- No właśnie chciałem o tym pomówić. - Zaciekawiło mnie to dość, co takiego chce mi powiedzieć w tej sprawie. - Sądzę, że lepiej będzie jeśli zamieszkasz ze mną. - Gdy to powiedział nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Niby okej, ale jednak nie lubię tak mieszkać u kogoś. - Przynajmniej na ten czas, kiedy nie jesteś bezpieczna.
- Zayn.. ja nie wiem.
- Spokojnie. Nie masz o co się martwić.
- Czemu tak miałoby być? - Nie do końca rozumiałam powód propozycji Zayn'a.
- Martwię się o ciebie i wiem, że słusznie.
- Co to znaczy, że słusznie?
- Claudia. Oni cały czas polują na ciebie i wiem, że nie spoczną dopóki nie będą pewni, że cie załatwili. - Szczerze przestraszyłam się na te słowa. Dlaczego oni mnie tak bardzo nienawidzą, co im niby takiego zrobiłam .
- Oni.. chcą mnie zabić?
- Tak. - Przez chwilę siedziałam tak bez jakiegokolwiek ruchu, jak posąg. To wszystko to dla mnie za dużo. - Wszystko okej? Jakaś blada się zrobiłaś. - Zauważył po chwili. Może faktycznie troszkę mi słabiej, ale nie jest źle.
- Tak, tak wszystko dobrze. - Po tych słowach wstałam i zrobiłam krok w celu udania się z powrotem do sypialni. - Położę się jeszcze,  dobrze?
- Jasne, idź.
Tak też zrobiłam. Nie wiem czemu tak nagle poczułam się gorzej. Może to nerwy, a może jeszcze nie doszłam do siebie po ostatnim. Przykryłam się szczelnie kołdrą, gdyż również zrobiło mi się chłodno. Zamknęłam oczy w celu poprawienia swojego samopoczucia, lecz niestety niewiele to dało. Po chwili dołączył do mnie Zayn.
- Co jest, Claudia?
- Gorzej się poczułam. - Wytłumaczyłam szczerze, w końcu po co mam go okłamywać. Zayn podszedł do mnie i położył swoją dłoń na moim czole.
- Jesteś rozpalona. - Stwierdził, gdy skończył wykonywać wcześniejszą czynność. - Wzięłaś dzisiaj swoje leki?
- Tak, ale zauważyłam, że coś nie bardzo pomagają ostatnio.
- Może pójdziemy do lekarza?
- Nie.
- Czemu? Może coś jest nie tak, a ty nawet nie wiesz o tym.
- Wszystko jest dobrze. - Nie chce tam iść, ponieważ w sumie boję tego co mogę tam usłyszeć. Nie da się ukryć tego, że jestem śmiertelnie chora i w każdej chwili mogę umrzeć.
- Ale jak się nie poprawi w najbliższych dniach, to sam cię tam zaprowadzę. - Zagroził mężczyzna, na co się skrzywiłam. Już sobie to wyobrażam.
- Jeszcze zobaczymy. - Powiedziałam tak cichutko, że gdyby nie to, że jest wampirem nie usłyszałby mnie.
- Oj zobaczymy. - Uśmiechnął się zadziornie do mnie. Czy on coś kombinuje?

Wieczór...

Już od kilku godzin czuje się dobrze, więc nie sądzę, żeby było się czym martwić. Cały dzień spędziłam z Zayn'em i powiem szczerze, że zaliczam go do udanych. Nie kłóciliśmy się i byliśmy dla siebie dość mili nawet. Z takim Zayn'em to ja mogłabym każdy dzień spędzać. Już w sumie nie uważam go za tego "złego" i żałuję, że kiedykolwiek tak podle go osądziłam i w sumie bezpodstawnie. Postanowiliśmy, że nie będziemy siedzieć cały wieczór w domu, tylko przejdziemy się na miasto. Mężczyzna zaproponował kino, więc i ja się zgodziłam. No bo co mamy siedzieć w domu bezczynnie, przynajmniej spędzimy trochę czasu w miłej atmosferze. Po kolacji, żeby nie na pusty żołądek, w moim przypadku, udaliśmy się do samochodu Zayn'a.
- Na co idziemy? - Spytałam, gdy byliśmy już niedaleko budynku.
- Nie wiem, zobaczymy co jest ciekawego.
Droga nie trwała długo. Zresztą nie mogłabym z tempem w jakim poruszaliśmy się. Krótko mówiąc Zayn nie wie co to normalna jazda i wątpię by znał się na przepisach i zasadach panujących w ruchu ulicznym. Po około 10 minutach jazdy dotarliśmy do celu. Wysiedliśmy z pojazdu i przeszliśmy chodnikiem wzdłuż budynku wprost do jego wejścia. Stanęliśmy przed dużym monitorem i mieliśmy dokonać wyboru repertuaru.
- No to co wybieramy? - Spytałam ponownie spoglądając na mężczyznę, który uważnie studiował opisy filmów.
- Poltergeist. - Odpowiedział nagle, głosem nieznoszącym sprzeciwu. Nie oglądałam tego nigdy, ale nie trudno było się domyślić, że jest to horror.
- Jesteś tego pewny? - Zadałam kolejne pytanie niezbyt przekonana co do tego wyboru.
- Tak. - Odparł pewny siebie.

~♥~

Film był faktycznie straszny, połowę spędziłam wtulona w Zayn'a. Oczywiście jego to nic nie ruszyło, przecież takie sceny to on ma praktycznie codziennie. Cóż za ironia. Gdy opuściliśmy budynek zdążyło się już ściemnić.
- Dobrze, że jesteśmy samochodem. - Stwierdziłam, gdy szliśmy w stronę pojazdu. Mężczyzna spojrzał na mnie, po czym się odezwał.
- Zimno ci? - Zerknęłam na moje ręce i zorientowałam się czemu zadał to pytanie. Wyszła mi tzw. gęsia skórka.
- Troszkę. - Odparłam tylko. Zayn otworzył przede mną drzwi samochodu, po czym wsiadłam do niego. Chwilę po mnie, mężczyzna również zajął miejsce kierowcy. Robiłam się już senna, dlatego marzyłam w tym momencie o ciepłej kąpieli oraz kolacji i łóżku. Chociaż nie jestem głodna, to słabo się czuję i dlatego właśnie jednak zjem cokolwiek.
- O czym tak myślisz? - Zagadał Zayn nagle.
- O tym co zrobię po powrocie do domu. - Odpowiedziałam szczerze. Mężczyzna wydawał się zamyślony przez chwilę. Nagle zatrzymał pojazd na ciemnym uboczu, co mnie zdziwiło.
- Czemu... - Chciałam zadać pytanie, ale uciszył mnie. Zbliżył się do mnie dość blisko, przez co zdezorientowałam się. - Co robisz? - Spytałam, lecz nie odpowiedział. Jednym szybkim ruchem wbił się w moje usta. Byłam zbyt zaskoczona, żeby zareagować. Dopiero po chwili oddałam pocałunek. Jego dłoń znalazła się na mojej talii, przez co przeszły mnie dreszcze. Nagle poczułam lekki ból, a Zayn automatycznie odsunął się, gdy dostrzegł grymas na mojej twarzy. Od razu spostrzegł krew wydobywającą się z wargi, co sugerowało, że widocznie przegryzł mi dolną wargę. Zapewne niechcący.
- Wybacz. - Powiedział tylko. Jego dłoń, która wcześniej masowała moje ciało, znalazła się na policzku. Delikatnie i ze skupieniem głaskał go. Wczuwał się w to co robi. Patrzyłam na niego, jak na obrazek. Wspaniałe, ekskluzywne malowidło, które pragnę mieć na zawsze, a już szczególnie na własność.
- Wracajmy. - Nie wiem czemu wypowiedziałam te słowa. Nie chciałam niszczyć tak pięknej chwili, ale jednak było to krępujące dla mnie. Zayn ponownie dołączył do ruchu drogowego i wznowiliśmy podróż do domu. Przez całą drogę rozmyślałam , czemu on mnie pocałował. Z reguły ludzie się całują , ponieważ czują coś do siebie, lub są w sobie zakochani. Jednakże nie sądzę, żeby któreś z któreś z tych było trafnym określeniem nas. Podoba mi się, bo nie mówię, że nie, aczkolwiek to wampir. Nie mogłabym być z kimś kto jest potworem. Nim się obejrzałam, byliśmy już przed posesją Malika. W tym momencie czułam się jakbym miała zaraz zasnąć.
- Hej, pobudka. Jesteśmy. - Po jego słowach dopiero dotarło do mnie, że faktycznie pora wysiadać.
- Mhm. - Wymruczałam zaspana, po czym otworzyłam drzwi w celu wyjścia, Mężczyzna stał już obok, aby mi pomóc wyjść.
- Spałaś? - Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Nie... - Odparłam tylko i udałam się w stronę domu. Na chwilkę zamknęłam oczy, przez co niefortunnie potknęłam się i przewróciłabym się gdyby nie refleks Zayn'a.
- Wcale. - Dodał ironicznie, na co głupio się uśmiechnęłam. Mężczyzna otworzył drzwi wejściowe, po czym weszliśmy do środka. Pozbyłam się zbędnego obuwia i zawiadomiłam Malika, że idę się kąpać.
- Chyba żartujesz.
- O co ci chodzi? - Nie miałam pojęcia co ma na myśli.
- Idziesz, ale prosto do łóżka. Jeszcze mi zaśniesz we wannie. - Na te słowa w mojej głowie pojawiły się dziwne teorie i wyobrażenia, przez co się zarumieniłam. - No już, do spania. - Poganiał mnie, co niezbyt mi się podobało. Aczkolwiek wolałam nie robić więcej problemów i grzecznie udałam się do sypialni. Na tym skończył się mój dzisiejszy dzień.

sobota, 7 maja 2016

Rozdział 25

Zayn

      Kurwa przecież mówiłem jej,żeby była w domu. Wiedziałem, że polują na nią, ale nie byłem w stanie jej ostrzec. Nie mogę na to pozwolić, aby coś jej się stało, dlatego odkąd dowiedziałem się, że nie mam jej u siebie zacząłem jej szukać. Czuję się odpowiedzialny za nią. Najgorsze jest to, że nigdzie nie mogę jej znaleźć, a robi się coraz później,a przy tym ciemniej i niebezpieczniej. Idealna pora na łowy. Wyciągnąłem komórkę w celu zadzwonienia do Claudii, lecz w tym samym czasie usłyszałem stłumiony krzyk. Nie wiedziałem do kogo należy, ale mózg mi podpowiadał, żeby jednak to sprawdzić. Wysiliłem swój zmysł słuchowy i zacząłem podążać w szybkim tempie za odgłosami. Z każdym kolejnym krokiem zbliżałem się do celu. Gdy byłem już dość blisko wszystko nagle ucichło. Nie słyszałem już żadnego niepokojącego dźwięku. Czysta cisza. Co mnie jeszcze bardziej zaniepokoiło. Nie poddałem się i nadal starałem się odnaleźć osobę, która wydawała te krzyki. Po krótkim czasie zobaczyłem obraz przed sobą, którego po części spodziewałem się. Ujrzałem nikogo innego jak oczywiście Colvina, mojego wroga, którego zabiłbym przy najbliższej okazji. Kurwa no przecież ja go zajebie. Dosłownie pod jego obrzydliwymi butami leżała nieprzytomna Claudia. Oby tylko nieprzytomna, a nie nieżywa. Szybko pozbyłem się negatywnych myśli z mojego umysłu i podeszłam do tego śmiecia.
- Dobrze ci było?
Wampir dopiero teraz dostrzegł moje przybycie, ale nie odwrócił się. Stał nadal w tej samej pozycji, jedyne co się zmieniło to jego wyraz twarzy. Wydawał się być taki zadowolony z siebie.
- Zazdrościsz? - Spytał z uśmiechem na twarzy, a w głosie można było wyczuć ironię.
- Czego? Że zabijasz niewinne osoby?
- Ty jesteś za słaby na to. Szkoda ci ich, a to ogromny błąd, przez który tracisz całą radość z bycia wampirem.
- Mylisz się.
- Nie sądzę.
- Wampiry to nie maszyny do zabijania.
- Serio? - Odwrócił się do mnie przodem, przy czym wygiął dość dziwnie twarz. - Całe "życie" w kłamstwie.
- No widzisz, wreszcie ktoś wytłumaczył ci na czym polega bycie taki jak my. - Zakpiłem z niego.
- Nie. - Zaprzeczył zamyślony, kontynuując. - Wytłumaczyłeś mi co znaczy bycie takim jak ty.
- Słuszna uwaga. Przecież ty mi nawet do pięt nie dorastasz.
Prychnął pod nosem, po czym chciał zwyczajnie odejść.
- A ty gdzie? - Zatrzymałem go ruchem dłoni.
- Tam gdzie ciebie nie ma.
- Nie wydaje mi się. - Po tych słowach dostał solidnie z pięści w twarz. Powinien się nauczyć, że z moimi bliskimi nie zadziera się. Colvin nie był mi dłużny. Również rzucił się na mnie z pięściami, lecz ja byłem szybszy i znokautowałem go. Sprowadziłem go do parteru, dzięki czemu kontrolowałem każdy jego ruch.
- Dobry jesteś. - Skomentował nagle, co mnie nieco zdekoncentrowało. Niestety on miał to zaplanowane i dzięki mojej chwili nieuwagi udało mu się wyrwać z mojego uchwytu i zwyczajnie uciec, jak zwykły tchórz i nic więcej. - Ale ja jestem lepszy. Zapamiętaj to sobie, Malik. - Usłyszałem tylko jego arogancki głos.
- Kurwa. - Wysyczałem sam do siebie, bo w tym momencie bylem bezradny. Rozejrzałem się dookoła i dopiero wtedy wspomniałem sobie o leżącej nieopodal dziewczynie. Podszedłem do niej zaalarmowany jej stanem,po czym pierwsze co zrobiłem to sprawdziłem jej tętno. Uff na szczęście żyje. To już jest coś, aczkolwiek straciła bardzo dużą ilość krwi, więc jej życie wisi na włosku. Zabrałem ją ostrożnie na ręce i w wampirzym tempie zaniosłem do mojego mieszkania. Gdy się obudzi pewnie będzie zła, ale teraz najmniej mnie to obchodzi, Ważne jest jej zdrowie, a przede wszystkim życie. Najlepiej by było, gdyby na chwile obecną zamieszkała u mnie, ale wiem,  że jej zgoda na to graniczy z cudem. Położyłem ją delikatnie na dużym łóżku w mojej sypialni. A sam w tym czasie postanowiłem przygotować coś do jedzenia dla niej oraz gorącą herbatę z ziołami na uspokojenie. Pewnie będzie głodna i zdenerwowana gdy się ocknie. A po za tym musi zdegenerować siły, bo w takim stanie długo nie pociągnie. Nie jestem pewny czy nawet byłaby w stanie wstać z łóżka o własnych siłach, tak aby od razu się nie przewrócić.

~♥~

Claudia

Nagle zaczęły dociera do mnie dźwięki z otoczenia. Szybko zorientowałam się, że nie są to odgłosy z zewnątrz, a ja nie znajduje się już w tym samym miejscu. Chciałam otworzyć oczy, lecz ta czynność choć taka łatwo, stała się ogromnym wyzwaniem. Jednakże po dłuższym czasie męczących prób, udało mi się tego dokonać. Przekręciłam głowę nieco w bok, aby dostrzec miejsce w którym się znajduję. Gdy dotarło wreszcie do mnie gdzie jestem, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Jestem w domu Zayn'a. No dobra. Ale dlaczego? Jak to się stało ,że ja tutaj jestem? Nic do mnie nie docierało, nie mogłam tego zrozumieć. Po około 30 minutach bezczynnego leżenia i wpatrywania się w sufit, postanowiłam wreszcie wstać i rozejrzeć się. Nie powiem, nie było to zbyt proste, aczkolwiek też nie aż tak trudne, aby stało się niewykonalne. Nie ukrywam, że nieco zachwiałam się na nogach, ale jednak nie wylądowałam na zimnej podłodze, a to już jest połowa sukcesu. Cichutko otworzyłam drzwi z zamiarem wyjścia z pomieszczenia, aczkolwiek nie było mi to dane.
- Co ty tu robisz? - Przestraszona aż odskoczyłam nieco od stojącego przede mną mężczyzny.
- Wydaje mi się, że mieszkam. - Odpowiedział dość ironicznie. - Czemu wstałaś?
- Bo chciałam.
- Połóż się. - Praktycznie rozkazał, co mi się niezbyt spodobało.
- Nie jestem kaleką, żeby ciągle tylko leżeć. - Dobra. Może troszkę zachowuję się jak rozwydrzona nastolatka, no ale cóż. Taki mam kaprys.
- Może i nie jesteś, ale straciłaś bardzo dużą ilość krwi. Pamiętasz?
Gdy Zayn to powiedział, dopiero do mnie doszły wszystkie wydarzenia z dzisiejszej nocy. Instynktownie chwyciłam się za szyje z zamiarem wyczucia wspomnianego miejsca. Faktycznie mam dwa mały ślady, ledwie można zdołać je wyczuć.
- Czemu ja żyje?
Zayn nieco dziwnie na mnie spojrzał, gdyż moje pytanie nie było zbyt inteligentne.
- Zgadnij kto cię uratował.
- No nie wierzę. Znowu ty? - Ile razy będzie jeszcze moim "superwampirem"? Nie jestem damą, którą trzeba ratować w opałach przed bezczelnymi typami.
- Bingo.
- Super. - Zakpiłam pod nosem. Cóż za ironia, że akurat jego musiałam wtedy poznać. Niby powinnam się cieszyć, no bo cóż, w końcu kolejny raz uratował mi życie, aczkolwiek z drugiej strony gdyby nie on moje życie nie byłoby zagrożone. Reasumując tak czy siak to jego wina.
- Możesz się położyć wreszcie?
- Nie jestem dzieckiem, żebyś mówił mi co mam robić. - Odparłam chamsko i odwróciłam się z zamiarem opuszczenia pomieszczenia. Niestety zrobiłam to zbyt gwałtownie i zakręciło mi się w głowie, gdyż nie odzyskałam jeszcze wystarczająco sił. Oczywiście jasnowidz Zayn był szybszy i złapał mnie w porę. W sumie to dobrze, nie chciałam rąbnąć głową w ziemie. To mogłoby skończyć się nie fajnie dla mnie.
- A nie mówiłem?
- Tak, wiem. - Powiedziałam sennie. Jestem zmęczona i ogólnie wyczerpana. Nie mam na nic siły., po co ja się w ogóle teraz budził, niech ktoś mi odpowie na to pytanie. Zayn ostrożnie położył mnie z powrotem na łóżku, po czym usiadł na jego skraju.
- Claudia. - Zwrócił moją uwagę. - Musisz bardziej uważać na siebie. On nadal na ciebie poluję, to niebezpieczne miejsce.
- Wiem o tym. - Westchnęłam zrezygnowana. Może naprawdę Zayn jest po mojej stronie i chce mi cały czas tylko pomóc?
- Nie masz się czego bać,ale tylko gdy jesteś ze mną.
- Zayn? - Spojrzał na mnie pytająco, lecz nic się nie odezwał. - Zgoda?
- Zgoda. - Uśmiechnął się pod nosem podając mi dłoń i nieco pochylając się ku mnie. To wszystko działo się tak szybko. W jednej chwili znalazł się niebezpiecznie blisko mnie i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. A najdziwniejsze było to, że nie chciałam by kończył. Podobało mi się to. Zayn coraz śmielej dokonywał wszystkie ruchy, Jedną rękę mieścił na moim prawym biodrze, natomiast drugą podpierał się tuż obok mojej głowy, aby na mnie nie spaść. Jego ręka uczuciowo masowała moje ciało, co mnie jeszcze bardziej rozpalało.
- Zayn. - Wydyszałam w końcu, wracając do rzeczywistości.
- Tak, Claudio? - Zayn nadal nie przerywał obmacywania mojego ciała, a ja nie zabroniłam mu tego, co jeszcze bardziej go nakręcało. Jego usta również zmieniły położenie, gdyż w tym momencie znajdują się na mojej szyi robiąc mi malinki i zjeżdżając coraz to niżej.
- Dziękuję. - Nie musiałam więcej dodawać, mężczyzna dobrze wiedział, że jestem mu wdzięczna za uratowanie życia. Ta noc zapowiada się interesująco.
____________________________
Hejo mamy kolejny rozdział, wreszcie się coś dzieje. Mam do was takie pytanko małe. Chcecie żeby pojawiła się scena +18? Jeśli tak to ma być opisywana tak wiecie szczegółowo itp? Nie wiem właśnie, w sumie chciałam takową napisać, ale może się to jednak komuś nie spodobać :)

czwartek, 28 kwietnia 2016

Rozdział 24

       Następnego dnia z samego rana zadzwoniłam do znanego zakładu i poprosiłam o wymianę zamków. Udało mi się załatwić na godzinę 14, więc do tego czasu zajęłam się sobą. Oczywiście mam tutaj na myśli zjedzenia śniadania, wypicia smacznej kawy i nie zapominajmy również o porannej toalecie. Gdy już te wszystkie czynności wykonałam była godzina 12. Nie miałam co robić, więc z nudów usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam telewizor. Nic szczególnie ciekawego nie znalazłam, więc zostawiłam na wiadomościach. Słuchałam o problemach na świecie oraz kolejnych mordach i gwałtach, nie bardzo się tym przejmowałam, ponieważ takie rzeczy zawsze będą miały miejsce i nie da się tego zniweczyć, tak jak każdy by chciał. Tak się wciągnęłam w oglądanie telewizji, że nawet nie zwróciłam uwagi kiedy wybiła umówiona pora. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, więc automatycznie udałam się do nich.
- Dzień dobry. My z firmy budowlanej, w sprawie wymiany zamka wejściowego.
- Dzień dobry. Zapraszam. - Zaproponowałam im kawy, ale odmówili.
- Stało się coś szczególnego, że tak nagle  chce pani dokonać tej zmiany? - Spytał jeden z nich,  uważnie przyglądając się drzwiom.
- Nie.
- Na pewno? - Dziwnie dopytywał, ale postanowiłam to zignorować.
- Przecież mówię panu wyraźnie. - Ten koleś działa mi na nerwy.
- Dobrze. Tylko bez zbędnych nerwów. - Zażartował sobie, na co ten drugi srogo na niego spojrzał.
- Wróć do pracy. - Upomniał go, nawiązując do zmiany zamka, której nadal nie wykonali.
- Jasne. - Powiedziawszy to faktycznie zabrał się do roboty wreszcie. Chce mieć już to zrobione, wtedy będę mogła czuć się bardziej pewnie we własnym domu.
Później już serio wzięli się obaj do pracy i w miarę sprawnie to skończyli, co mnie zadowoliło.
- Ile płacę? - Po podaniu racjonalnej kwoty, odnalazłam portfel i zapłaciłam należyte banknoty.
- Dziękuję uprzejmie. - Odezwał się mężczyzna, na co również podziękowałam.
- Do widzenia. - Pożegnałam się z uśmiechem na twarzy.
- Do zobaczenia mam nadzieje.

~♥~

Wreszcie mogę czuć się bezpiecznie, no może nie zupełnie, ale dużo bardziej. Mam wrażenie, że ten człowiek, który wtedy dostał się do wnętrza budynku musiał mieć klucze, lub zamek był zbyt stary i pospolity, a takie to wręcz cudo dla włamywacza. Było już po południu , gdy wybrałam się do skrzynki, aby ją opróżnić. Jak zwykle prawie same rachunki lub ulotki, lecz jeden list zwrócił moją uwagę. Hm... może dlatego iż był on anonimowy, a koperta nie była do końca zaklejona. Z powrotem weszłam do domu i położyłam wszystko na stoliku w korytarzu, oprócz tajemniczej poczty. Otworzyłam ją uważnie lustrując jej zawartość. W środku znajdował się list, który wyciągnęłam. Z ciekawością go rozwinęłam i zaczęłam czytać, chociaż dużo nie miałam, gdyż było to tylko jedno zdanie.

"Strzeż się."

Myślę, że można je interpretować na wiele niejednoznacznych sposobów, aczkolwiek mi przychodzą same negatywne.
Czy się boję? Nie.
Czy czuje cokolwiek? Nie.
A dlaczego? Ponieważ jest mi to obojętne.
Gorszego piekła niż strata najbliższych nie mogę sobie wyobrazić jakoś. Nie mam nawet dla kogo żyć, więc tak naprawdę ta osoba wyświadczyłaby mi przysługę. Postanowiłam olać to i odstresować się, czyli pobiegać. Przebrałam się w wygodne dresy oraz buty sportowe i wyszłam z domu zamykając go na klucz. Truchtem udałam się w stronę pobliskiej rzeki, aby tam chwilę odpocząć. Lubię to miejsce, jest tam cisza i spokój, czyli dokładnie to czego teraz potrzebuję. Droga trwała ok 9 km, więc nie ukrywam, że trochę się zmęczyłam. Z tego właśnie powodu usiadłam na trawie dość blisko wody, aby podziwiać ten piękny widok. Byłam świadkiem momentu kiedy słońce całkowicie znika za horyzontem. Uwielbiam zachody słońca, tak samo jak i wschody. Zawsze gdy patrzę na niebo w takich chwilach, przypomina mi się "Mały książę", on również kochał zachodzące słońce. Ta lektura jako nieliczna trafiła do mnie i chętnie przeczytałabym ją ponownie. Lubię książki, które mówią o jakiś szczególnych wartościach, takie które swoją fabułą uczą nas najpotrzebniejszych rzeczy. Jeszcze przez dłuższy czas patrzyłam na nieskazitelną taflę wody, którą co jakiś czas poruszał przyjemny powiew wiatru. Nagle przyfrunął piękny, duży ptak i wylądował dokładnie po drugiej stronie rzeki, na brzegu prostopadłym do tego, na którym się znajdowałam. Dopiero wtedy zorientowałam się, że zrobiło się już ciemno, a ja mam jeszcze sporo drogi do domu. Jednym, sprawnym ruchem wstałam z zimnej ziemi i przeciągnęłam się. Miałam już zacząć bieg, kiedy usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Dosięgnęłam go i spojrzałam na ekran. Oczywiście któż by inny do mnie pisał, jak nie Zayn.
"Gdzie jesteś?"
Hm.. raczej nie sądzę by coś to go obchodziło, ale jednak postanowiłam wreszcie dać mu znak życia.
"Biegam."
Nie czekałam długo na odpowiedź, gdyż odpisał zadziwiająco szybko.
"Wracaj do domu."
Nie mam pojęcia co go znowu ugryzło, ale nie przejmowałam się tym. Schowałam komórkę do kieszeni, nie dając mu żadnej odpowiedzi. Zbliżała się godzina 22, więc nie myśląc dłużej ruszyłam biegiem w stronę domu. Ulice miasta były już niemal zupełnie puste, ale nie zwracałam na to większej uwagi. Marzyłam tylko o chłodnej kąpieli i wygodnym łóżku oraz także smacznej kolacji, aby zregenerować siły. Biegłam pogrążona we własnych myślach, do momentu kiedy poczułam czyjąś dłoń na mojej talii. Przerażona chciałam krzyczeć, lecz nie mogłam gdyż owa osoba zakryła mi usta dłonią. Była bardzo silna i szybka, przez co szanse były nie równe. Zostałam wciągnięta w ciemny zakamarek, z którego wręcz było czuć powiew zima oraz grozy. Takie sytuacje nigdy nie kończą się dobrze. Moje serce biło w zaskakująco szybkim rytmie.
- Mam cię. - Usłyszałam już wcześniej znajomy głos, aczkolwiek nie wiem skąd. Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam przez tą ohydną dłoń na mojej twarzy. Facet nic sobie z tego nie zrobił. W jednej chwili pchnął mnie w stronę solidnego muru za nami i sam również się do mnie zbliżył. Bolało i to kurwa w chuj bolało. Zawyłam z cierpienia jakie mi wyrządza ten psychiczny człowiek.
- Spokojnie. To potrwa tylko chwilkę. - Po tych słowach był już tak blisko mnie, że nie mogłam się nawet ruszyć. Bałam się co zamierza zrobić, czułam ogromny strach. Nie miałam nawet siły by walczyć, by cokolwiek zrobić. Położył swoje duże dłonie na moich biodrach i już bałam się najgorszego, kiedy poczułam jego usta na mojej szyi. Całował ją praktycznie całą, aż w jednym momencie poczułam niemiłosierny ból, jakie jeszcze nigdy nie byłam w stanie poznać. Wtedy dopiero do mnie doszło, że to nie jest człowiek. To wampir. Wysysał ze mnie krew potrzebną mi do życia. W bardzo szybkim tempie słabłam, a przy tym traciłam świadomość tego co się dzieje. Wystarczyło nie wiele czasu, abym straciła całkowitą przytomność. Co dalej ze mną będzie?
_________________________________
I o to nadchodzę z kolejnym rozdziałem <3 Wreszcie jakaś akcja ♥

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 23

       Następny dzień był kolejnym rutynowym czasem w moim życiu. Od kilku dni, moje życie wygląda hm... nudno. Nic szczególnego się w nim nie dzieje. Dziś postanowiłam napisać do przyjaciółek, już dawno się z nimi nie widziałam. Chciałabym dowiedzieć się co u nich słychać. Ku mojemu zdziwieniu zgodziły się spotkać. Postanowiliśmy udać się do kina, na nowy horror, lecz to bardziej po południu. Natomiast do tego czasu posprzątam wreszcie w domu. Zaczęłam od salonu; odkurzanie, przestawianie, ścieranie kurzów to podstawowe czynności, które każdy z nas powinien wykonywać. Następnym pomieszczeniem była kuchnia, a później wszystkie inne. Przy sprzątaniu towarzyszyła mi oczywiście moja ulubiona muzyka, dzięki czemu szło mi to o wiele sprawniej. Gdy wreszcie udało mi się doprowadzić dom do idealnego porządku, zajęłam swe miejsce przy kuchence, gdyż bardzo zgłodniałam.

~♥~

Około godziny 16 przyszły Sus, Any oraz nawet Oliver.
- Hej laska! Długo się nie odzywałaś. - Przywitała się pierwsza Any. Oczywiście również jej odpowiedziałam i przytuliłam, to samo zrobiłam z resztą.
- Co tam u ciebie? - Zagadał Oliver, gdy wychodziliśmy z mojego domu.
- U mnie? A no dobrze, lecz powoli. A u was? - Nie chciałam zbyt wiele mówić o sobie. W końcu w tych czasach nie można nikomu w pełni zaufać. Zresztą są rzeczy o których nikt nie może wiedzieć.
- A wiesz, że świetnie. - Zaczęła Sus. - W przyszły poniedziałek wyjeżdżamy do Francji. - Powiedziała podekscytowana. Pamiętam jak razem planowaliśmy ten wyjazd. No cóż... widocznie plany nieco się zmieniły.
- To fantastycznie. - Powiedziałam z udawaną radością. Niech myślą, że im życzę szczęścia. Droga do kina minęła bardzo szybko, gdyż wcale daleko nie mieszkam.
- No więc na co idziemy? - Spytała Any rozglądając się po pomieszczeniu.
- Las samobójców? - Zaproponowałam wskazując na duży bilbord za nami.
- Ja jestem za. - Wszyscy potwierdzili mój wybór, więc udaliśmy się do kasy w celu kupienia biletów na wybrany film. Gdy wszystko było już załatwione, podeszliśmy pod drzwi sali, w której miał odbyć się seans.
- Oglądaliście chociaż zwiastun? - Spytał Oliver, na co zgodnie zaprzeczyłyśmy. - Oby był fajny. - Dodał po chwili.
- A czy kiedykolwiek nie miałam racji? - Zażartowałam, na co reszta dziwnie na mnie spojrzeli. Dobra. Muszę zapamiętać, że już nie maja takiego poczucia humoru jak dawniej, albo zwyczajnie mają na mnie wyjebane.

~♥~

Film okazał się niezbyt straszny, ale za to trzymający w napięciu. Nie ukrywam jednak, że zdarzyły się momenty, w których aż podskoczyłam, ale to rzadko. Powiem szczerze, że utwór ten ogólnie był fajny, nie żałuje, że na niego się wybrałam.
- Idziemy jeszcze gdzieś? - Spytała Sus, gdy opuściliśmy już budynek.
- Wiecie co poszedłbym, ale jednak muszę już spadać. - Zaczął nagle Oliver.
- No okej, rozumiem. A wy? - Tym razem to ja zapytałam ciekawa odpowiedzi ze strony dziewczyn.
- Wiesz co Clody, robi się już ciemno i chłodno, myślę że lepiej będzie jak pójdziemy już do domu. - Zagadała Any. Trochę się źle z tym poczułam, ponieważ tak trochę wyglądało to jakby chciały mnie olać, ale nic się nie odzywałam.
- Okej, jasne. - Powiedziałam z nutką ironii, aczkolwiek nie wyczuły jej z tego co zauważyłam.
Tak więc pożegnałyśmy się i każdy z nas poszedł w swoją stronę. Może to i lepiej, ponieważ nie miałam już siły na nic innego niż odprężająca kąpiel z bąbelkami. Tak też zrobiłam. Praktycznie od razu po powrocie udałam się do łazienki w celu napełnienia wanny gorącą wodą wraz z niebieską pianą o zapachu mięty. Rozebrałam się i weszłam do przygotowanej "strefy relaksu". Długa kąpiel to czas na przemyślenia oraz odpoczynek, szczególnie po męczącym dniu. W wannie siedziałam dość sporo czasu, gdyż tak jak wspominałam byłam pochłonięta swoimi rozmyśleniami i refleksjami życiowymi. Nie wiedziałam do końca co się wokół mnie dzieje, ale nie przeszkadzało mi to. A przynajmniej do czasu tak było. Gdy tak sobie spokojnie siedziałam, nagle doszedł do mnie pewien niepokojący dźwięk, który zakłócił mój świetny nastrój i harmonię tego wieczoru. Mianowicie usłyszałam huk gdzieś z wnętrza domu, a jak już wiadomo mieszkam sama i w tym momencie nikogo u mnie nie było. W mgnieniu oka wyskoczyłam z wanny i założyłam na siebie szlafrok, po czym  powolnym ruchem otworzyłam drzwi od łazienki. Moje serce zachowywało się tak, jakby miało zaraz wyskoczyć z piersi, aczkolwiek nie dziwię się. Wyszłam równie ślimakowatym tempem z pomieszczaniu i zaczęłam się uważnie rozglądać. Bardzo się wtedy bałam, właściwie nawet nie umiem określić stanu w jakim wtedy się znajdowałam.
- Halo!? - Zaczęłam w końcu nawoływać, gdy nie zauważyłam niczego niepokojącego. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Słyszę głośny hałas, ale niczego nie widzę, żadnych wskazówek, kompletnie nic.
- Jest tu ktoś!? - Znów głośniej krzyknęłam, roztrzęsionym głosem, czego nie dało się ukryć. Pomimo  ciągłych wołań, nie uzyskałam żadnej odpowiedzi, co mnie jeszcze bardziej przeraziło. Zeszłam na dół i powtórzyłam te same czynności, ale również nic nowego się nie dowiedziałam. Nagle poczułam ogromny chłód, więc poszłam za nim. Okazało się, że drzwi wejściowe są otwarte na oścież. Ale jak to możliwe? Przecież jestem pewna, że zamykałam je na klucz od razu po wejściu do domu. Teraz to już mam totalny mętlik w głowie. Nic z tego nie rozumiem. Szybkim ruchem podeszłam do drzwi i zamknęłam je, następnie gdy już byłam pewna, że jestem sama w budynku, rozejrzałam się czy nic nie zginęło. Czyżby to było włamanie? Ale jak, skoro drzwi były zamknięte. Roztrzęsiona wróciłam do łazienki, aby się ubrać, ponieważ dopiero do mnie doszło, że wciąż jestem w samym szlafroku. Kiedy już to zrobiłam, nadal w strachu położyłam się w swoim pokoju z zamiarem pójścia spać, lecz wcześniej zamknęłam na klucz również drzwi od tego pomieszczania, tak dla bezpieczeństwa. Przed zaśnięciem, przeszła mi jeszcze jedna myśl przez głowę.
Muszę wymienić zamki. 
_______________________________________________________
I o to kolejny rozdział, wreszcie coś się dzieje no nie? Obiecuję, że następne części będą  ciekawsze niż te poprzednie. Aktualnie znów jestem chora, więc mam troszkę więcej czasu na pisanie, także staram się to wykorzystać. ♥

sobota, 23 kwietnia 2016

Rozdział 22

   Obudziły mnie ciepłe promienie słoneczne przez odsłonięte okno. Wreszcie lato takie jak należy. Z uśmiechem na twarzy podniosłam się z wygodnego łóżka. Zeszłam na dół gdzie znajdowała się kuchnia, w celu zjedzenia śniadania i wypicia kawy. Nim cokolwiek z tych czynności zrobiłam, wzięłam oczywiście tabletki, jak zwykle.Nie miałam ochoty na nic specjalnego, więc po prostu nastawiłam mleko na płatki. Proste i praktyczne. Po pożywnym posiłku i wypiciu ulubionej kawy, z powrotem weszłam do góry, aby przebrać się w, w miarę wyjściowe ubranie. Padło na czarne, krótkie spodenki oraz tego samego koloru bluzkę z tygrysem. Dziś, tak jak już wczoraj wspominałam, zaopiekuję się nieco ogrodem. Dlaczego z samego rana? Ponieważ szkoda mi marnować czasu oraz tak pięknej pogody. Tym bardziej, że nie lubię zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę, bo z doświadczenia wiem, że to "później" , rzadko kiedy nadchodzi. Oczywiście są sprawy, które faktycznie można odstawić na inny czas, ale to rzadko. Przy wyjściu założyłam styrane trampki, których nie jest mi szkoda pobrudzić, po czym wyszłam z domu. Od razu uderzył we mnie cudowne słońce oraz lekki podmuch wakacyjnego wiatru. Taka pogoda aż zachęca do pracy. Lubię robić coś pożytecznego i czego efekty będzie będzie długo. Wtedy czuje, że nie marnuje czasu. Wybrałam się do piwnicy, aby zaopatrzyć się w potrzebny sprzęt i wzięłam się do roboty. Zaczęłam od wyrywania chwastów i wypielęgnowania ogródka z kwiatami. Podwórko jakoś bardzo duże nie było, aczkolwiek mama zawsze uwielbiała mieć pełno przyrody. Myślę jednak, że to było bardziej takie zajęcie na nudę. Mama zawsze lubiła mieć dużo na głowie, ale tylko co sama sobie narzuciła. Miałam to widocznie po niej, jednakże ja ja wolę mieć mniej "napięty grafik" . Każdemu należy się chwila relaksu. Gdy skończyłam swoją czynność, zajęłam się uregulowaniem wystających gałęzi drzew, szczególnie obok drzwi wejściowych oraz bramki, prowadzącej na posesje. Zrobiłam jeszcze kilka innych rzeczy, dzięki którym podwórko wreszcie przyciągała swoim widokiem. Jedyne co mi zostało to wykoszenie trawy, ale sądzę jednak, że to zadanie dla mężczyzny. Problem w tym, że owego mi brak. Słońce świeciło coraz mocnej, przez co robiło się naprawdę gorąco. W taką pogodę nie jest wskazane przebywanie na zewnątrz, więc udałam się do domu. Było już po południu, uczesałam włosy w wysokiego kucyka, zrobiłam sobie makijaż, po czym udałam się na miasto. Mam ochotę na zimnego shaka lub koktajl owocowy. Spacerowałam długo z napojem w dłoni. Ktoś by stwierdził, że samemu tak źle, nieprzyjemnie się chodzi. Może to i racja, ale są też dni w których jedyne czego pragnę to samotność. Nie spiesząc się wcale przemierzałam kolejne ulice i alejki. Nagle dostałam sms'a, aczkolwiek gdy zauważyłam od kogo, wolałam go zignorować  i cieszyć się spokojem. Wreszcie nadszedł dzień na który od dawna czekałam. Zero zmartwień, zwyczajne obowiązki i plany Czyli życie, którego tak bardzo pragnęłam, ale równie bardzo nie mogłam mieć. Wakacje powinny być szczęśliwe, radosne, pełne energii i spontaniczności. Chciałabym zamienić się z przeciętnym nastolatkiem, choć na kilka dni. Niestety prawda jest taka, że nigdy to się nie wydarzy. Zawsze będę skazana na pustkę i strach. W końcu nie wiadomo kiedy umrę. Zawsze jest to  zagadka, ale ja mam jeszcze inną sytuację.Przywykłam już do tego. Dla mnie to i tak na rękę, w końcu po co miałabym dalej żyć, skoro nawet nie mam dla kogo. Zostałam całkowicie sama i nikt, ani nic tego nie zmieni.

~♥~

Do domu wróciłam około godziny 17. Na zewnątrz zrobiło się chłodno, dzięki czemu dopiero teraz można odetchnąć przyjemnym powietrzem. Fajnie jest mieszkać samej, ale gdy nie ma się żądnych przyjaciół, rodziny, chłopaka... no powiem, że nie jest zbyt kolorowo. Nie ma nawet do kogo się odezwać. Można popaść w depresje albo jeszcze gorsze choroby psychiczne.Na szczęście jestem silna i nie dam się tak łatwo. Zbyt mało życia mi zostało, by wpakować się w takie coś, Spojrzałam na swój telefon. 1 nieodebrana wiadomość. Z westchnieniem zrezygnowania otworzyłam ją.
~ Claudia. Wiem, że jesteś zła, ale odpisać byś mogła.  Może i bym mogła, ale nie zrobię tego.
Muszę się odstresować, najlepszym sposobem będzie bieganie. Trochę się zmęczę, a potem wrócę wyczerpana do domu i pójdę spać. Znów przebrałam się w sportowe ciuchy. i założyłam wygodne adidasy, idealne do tej dyscypliny. Gdy wszystko było gotowe, opuściłam budynek ówcześnie go zamykając. Bramkę wejściową również zabezpieczyłam po czym założyłam słuchawki nauszne podłączone do telefonu, z których rozbrzmiewały moje ulubione dźwięku. Bieganie to kolejna  czynność, która mnie relaksuje. Uwielbiam czuć zakwasy i pot na całym ciele, wtedy wiem, że to ma sens. Biegałam dość długo jak zwykle, tak jak mówiłam bardzo się zmęczyłam i pragnęłam tylko wziąć odświeżający prysznic, zjeść smaczną kolacje i pójść obejrzeć ciekawy film po którym zasnę, Tak też zrobiłam. Akurat nie musiałam długo szukać, gdyż w telewizji puścili "Niezgodna". Uwielbiam ten film, więc z chęcią go obejrzałam. Gdy tylko się skończył była już godzina 23, dlatego wyłączyłam już wszystko i w dobrym nastroju zasnęłam. Przynajmniej choć raz przed snem nie myślałam o tych wszystkich przykrościach, które mnie spotkały.
______________________________
Tak, wiem trochę nudny ten rozdział, ale cóż muszą być i takie nieprawdaż? Ogólnie ostatnio nie mam weny i ciężko mi się to pisze bo nie mam pomysłów. Już niedługo wakacje, więc trzeba wziąć się w garść z ocenami na koniec.

sobota, 9 kwietnia 2016

Prolog

"Dziewczyna z tatuażem" 

Wyobraź sobie, że w jednej chwili ktoś próbuje wmówić ci, że jesteś inna. 
Że masz nadludzkie zdolności, że nie pasujesz do tego świata. 
Pewnie pomyślałabyś, że to absurd, nieprawdaż? 
A co gdybyś dostała niepodważalne dowody na to? 
Też byś nie uwierzyła, prawda? 
Aczkolwiek po czasie sama zorientowałabyś się, że coś jest nie tak. 
Coś jest innego w tobie, czego wcześniej nie zauważyłaś. 
Zaczynasz zwracać uwagę na detale. 
Myślisz, że to obłęd. 
Lecz dopiero po czasie dostrzegasz, że to prawda. 
A ty. 
Jesteś wybraną

_________________________________________

Tak więc, wspominałam już o nowym opowiadaniu, a teraz przybywam z wstępnym prologiem. Nie wiem jeszcze jak wyjdzie, ale myślę, że prawdopodobnie to będzie moje kolejne ff. Teraz pytanie, podoba wam się? Kolejnym moim punktem do zastanowienia się są postacie (bohaterowie). Chciałam aby choć jedno moje opowiadanie nie było związane z 1D ani żadnym innym sławnym zespołem, a po prostu imię do którego nie ma przypisanej osoby. Tak, aby każdy z nas mógł się w to wczuć i wyobrazić sobie zachowanie czy charakter bohatera według siebie od podstaw. 
Czekam na wasze opinie i rady lub nawet krytykę.