sobota, 9 kwietnia 2016

Prolog

"Dziewczyna z tatuażem" 

Wyobraź sobie, że w jednej chwili ktoś próbuje wmówić ci, że jesteś inna. 
Że masz nadludzkie zdolności, że nie pasujesz do tego świata. 
Pewnie pomyślałabyś, że to absurd, nieprawdaż? 
A co gdybyś dostała niepodważalne dowody na to? 
Też byś nie uwierzyła, prawda? 
Aczkolwiek po czasie sama zorientowałabyś się, że coś jest nie tak. 
Coś jest innego w tobie, czego wcześniej nie zauważyłaś. 
Zaczynasz zwracać uwagę na detale. 
Myślisz, że to obłęd. 
Lecz dopiero po czasie dostrzegasz, że to prawda. 
A ty. 
Jesteś wybraną

_________________________________________

Tak więc, wspominałam już o nowym opowiadaniu, a teraz przybywam z wstępnym prologiem. Nie wiem jeszcze jak wyjdzie, ale myślę, że prawdopodobnie to będzie moje kolejne ff. Teraz pytanie, podoba wam się? Kolejnym moim punktem do zastanowienia się są postacie (bohaterowie). Chciałam aby choć jedno moje opowiadanie nie było związane z 1D ani żadnym innym sławnym zespołem, a po prostu imię do którego nie ma przypisanej osoby. Tak, aby każdy z nas mógł się w to wczuć i wyobrazić sobie zachowanie czy charakter bohatera według siebie od podstaw. 
Czekam na wasze opinie i rady lub nawet krytykę. 

Rozdział 21

     Powoli otworzyłam oczy, każda część mojego ciała niemiłosiernie bolała. Przez moment nie wiedziałam co się stało, dopiero po chwili wszystko sobie przypomniałam. Zebrało mnie na płacz, to nie może być prawda. Myślałam, że jestem w szpitalu , aż do czasy gdy do pomieszczenia wszedł Zayn.
- Gdzie ja jestem? - Spytałam zdezorientowana.
- U mnie. - odpowiedział chłopak. - Jak się czujesz? - Usiadł obok mnie na łóżku.
- Dobrze. Co się wtedy stało? - Zayn wydawał się być zakłopotany tym pytaniem.
- To był wampir. To on wszedł wtedy na drogę. Podejrzewam , że to ten sam co zabił twoją matkę.
- Czemu zawsze mi wszyscy muszą psuć życie... nie mam już nikogo. Te drzwi.. one nie chciały się otworzyć. - Zająkałam się. To wszystko moja wina. Gdybym miała więcej siły...
- To nie twoja wina. Nie obwiniaj się za to.
- Kiedy to prawda. - Głos łamał mi się z każdym kolejnym słowem coraz bardziej.
- Spokojnie. Zrobię ci herbaty ziołowej. - Tylko przytaknęłam delikatnie głową zamyślona. Nie wiem co mam teraz zrobić ze swoim życiem. Jeszcze niedawno byłam radosną nastolatką, a teraz odechciało mi się całkowicie żyć. Patrząc prawdzie w oczy i tak nie zostało mi zbyt wiele życia. W każdej chwili mój stan może się pogorszyć. Załamana rozejrzałam się po pokoju, Ładnie ozdobiony i udekorowany. Na stoliku obok dostrzegłam mój telefon. Chciałam sprawdzić godzinę, lecz moją uwagę przykuła jedna nieodczytana wiadomość, automatycznie weszłam w nią. Numer nieznany.

"Myślę, że nie jesteś głupia i wiesz, że ten wypadek nie był taki niewinny jak mogło się wydawać. Nie uważasz, to za dość dziwne, że akurat Zayn zawsze pojawia się znikąd gdy coś jest nie tak? Skoro wszystko wie co i jak, to dlaczego nie zjawi się nieco wcześniej i nie uratuje całej sytuacji? Zaskakujące jak łatwo ufasz niewłaściwym osobom. Zastanów się nad tym i przejrzyj na oczy nim będzie za późno, " 

- Co to ma znaczyć... - Szepnęłam pod nosem. Byłam zszokowana. Kto tu w końcu mówi prawdę? Pogubiłam się. Może faktycznie tak naprawdę to Zayn jest tym "złym", który chce mnie zniszczyć, Jestem przerażona, nie chce go widzieć. W szybkim tempie wstałam i ubrałam się. Otworzyłam cicho drzwi i rozejrzałam się dookoła. Czysto. W pośpiechu i bezszelestnie opuściłam dom Zayn'a. Mam nadzieję, że zorientuję się gdy już będę daleko od niego. Przechodzi mnie lęk i dreszcz na myśl o mężczyźnie. Gdy już byłam blisko domu zwolniłam. Przeszukałam kieszenie w poszukiwaniu kluczy. Było dopiero rano, więc miałam wiele czasu dla siebie. W domu czułam się dziwnie nieswojo. Jakby to nie był mój dom. Brakuje mi ciągłych docinek taty i przeszkadzania mamie w przygotowaniu obiadu i dopytywania kiedy będzie. Kto będzie ze mną jeździł na badania, oglądał filmy wieczorem, doradzał czy zwyczajnie wysłucha gdy chce się wygadać. Z zamyśleń wyrwał mnie odgłos burczenia mojego brzucha. Nadal źle się czułam, dlatego najpierw wzięłam tabletki, a następnie zrobiłam sobie obiad, co zajęło mi nieco czasu. Lubię gotować samotnie, szczególnie gdy w tle rozbrzmiewają moje ulubione dźwięki. To mnie uspokaja, choć przez chwilę nie myślę o tych wszystkich przykrościach.

~♥~

Kolejne dni mijały samotnie i w ciszy. Nikt się nie odzywał, z jednej strony to dobrze, ale z drugiej to tragicznie. Zbyt dużo czasu na rozmyślenia, w mojej głowie zgromadziło się bardzo dużo pytań na które nie znam odpowiedzi. Nie wiem czy kiedykolwiek pogodzę się z śmiercią rodziców i przestanę się obwiniać. Może faktycznie dużo o tym myślę, ale wy byście nie myśleli gdyby, nie daj Boże, zginęli wam najbliżsi? Nie życzę tego nikomu, aczkolwiek kiedyś każdy z nas to przeżyje. Sama nie wiem co jest gorsze: gdy rodzice umierają pierwsi, czy my. To jedno z najgorszych i najtrudniejszych pytań na jakie przyszło mi odpowiadać, czy nawet rozmyślać. Reasumując nie dziwcie się, że ciągle tylko o tym mówię.

~♥~

Jest wieczór, a ten od kilku dni spędzam na czytaniu mojej ulubionej książki. To kolejna czynność która mnie uspokaja i wycisza moje myśli. Czytanie to czas gdy mogę choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Mogę przeżywać niesamowite historie, dokładnie tak jak bohaterowie tych pięknych powieści. Szczególnie romanse, to coś co wręcz kocham czytać. Zabiera mnie w obcy świat, czekający na odkrycie. Przy tym lubię również popijać ciepłe kakao lub zwykłą herbatę. Około dwie godziny później odłożyłam zmęczona książkę i spojrzałam przez okno. Zaczynało padać, co oznacza, że przynajmniej będzie czym oddychać w nocy. Ostatnio przez te ciągłe upały nie mogę spać. Postanowiłam przed prysznicem jeszcze zaczerpnąć świeżego powietrza. Założyłam na siebie cienką bluzę z kapturem oraz buty i wyszłam przed dom. Zbliżała się godzina 23, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Nie mam zamiaru wychodzić nie wiadomo gdzie, tylko na posesje. Przeszłam się dookoła domu bardzo wolnym krokiem. Takie wieczorne spacery dobrze wpływają na sen i dotlenienie mózgu. Rozejrzałam się po podwórku, które było zaniedbane. Przydałoby się coś tu poprawić, hmm może nowe kwiaty i przystrzyc gałęzie drzew. Może jutro się za to wezmę bo i tak nic ciekawego nie mam do roboty. Jeszcze chwilę stałam tak pod drzwiami, aż zaczęło naprawdę padać i wiać nieprzyjemny wiatr. Założyłam kaptur i gdy byłam już mokra udałam się do domu. Rozebrałam się z wierzchnich ubrań i wybrałam piżamę oraz bieliznę z półki, po czym poszłam wziąć szybki prysznic. Ciepła woda i jagodowy płyn dobrze mi zrobiły. Wyszłam orzeźwiona, aczkolwiek jeszcze bardziej zmęczona, dlatego w pośpiechu założyłam na siebie ubranie. Pogasiłam wszędzie światła i położyłam się w cieplutkim i przytulnym łóżku. Byłam na tyle senna, że nawet nie pamiętam kiedy usnęłam.


wtorek, 22 marca 2016

Rozdział 20

3 dni później...

Dni mijały zadziwiająco szybko , niestety w samotności. Nie widziałam Zayn'a od pocałunku. Czemu to nie wiem sama , widocznie ma ważniejsze sprawy niż spotykanie się z jakąś tam małolatą. Tata wiecznie zapracowany, więc tak wyszło, ze ostatnio nikt nie ma dla mnie czasu. Do szkoły chodzę choć już po jutrze zakończenie roku, wreszcie będę mogła tak naprawdę odpocząć. Z przyjaciółmi widuje się raczej sporadycznie, a już niedługo każde z nich wyjeżdża na wakacje, więc będę całkowicie sama. Zrezygnowałam ze wszystkich planów z powodu mamy. Może i zbyt mocno to przeżywam, ale ja inaczej nie potrafię. To wydarzenie odmieniło całe moje życie.Już nigdy nie będzie jak dawniej. Wracając do rzeczywistości. Aktualnie jestem tatą na imieninach bliskiego wujka. Oczywiście że nadal mam, dlatego nic nie piję ani nawet tańczę czy cokolwiek. Po prostu siedzą jak lalka i wsłuchuje się w rozmowę dorosłych czasem coś dopowiem nic poza tym. Nie chciałam tu przychodzić, ale tata mnie namówił.On również nie piję, aczkolwiek jest zabawny, wesoły w danej sytuacji.
- Chodź napijesz się z nami, co jako jedyny nic nie wypijesz? - Usłyszałam jak przyjaciel wujka kieruje te słowa do mojego taty.
- Nie, dziękuję. Niestety muszę odmówić. - Na szczęście ma jeszcze trochę rozumu w głowie. Nagle zadzwonił mój telefon , więc wyszłam z pomieszczenia, aby odebrać. Słyszałam jak mężczyzna nie daje za wygraną i wciąż namawia.
- Tak?
- Cześć laska, co powiesz na wypad nad jezioro z okazji zakończenia szkoły?  - Czy ona się słyszy w ogóle.
- Lily, ja mam żałobę. - Powiedziałam oschle nieco ściszonym głosem. Czy tylko mną wstrząsnęło to wydarzenie? Bo tak się czuję.
- No oczywiście, że to wiem. Sądzę jednak, że powinnaś się rozerwać, a nie ciągle zamartwiać.
- Nie, dzięki. Cześć. - Lekko wkurzona rozłączyłam połączenie. Jedynie gdzie mogę iść w najbliższych dniach to kościół. Podenerwowana wróciłam do poprzedniego pomieszczenia i już całkiem myślałam, że wyjdę z siebie. Mój cholerny ojciec popijał sobie wódkę w najlepsze, głośno się przy tym śmiejąc. Podeszłam do niego zdenerwowana, zwracając przy tym jego uwagę.
- Co ty robisz!? - Ojciec jak gdyby nigdy nic wziął łyka napoju.
- Piję. Nie widać? - No normalnie go zaraz zabiję.
- Jak ty niby teraz będziesz kierował? - Powiedziałam z wyrzutem. Denerwuję mnie takie dziecinne zachowanie. Zero odpowiedzialności.
- Normalnie.  Claudia nie zadawaj mi tak głupich pytań.
Nie mam nerwów do tego człowieka. Stracił moje zaufanie, no bo kurde jak tak można.

~♥~

Dochodziła godzina pierwsza w nocy, na zewnątrz panował mrok, a ulice oświetlały tylko niewielkie latarnie. Od kilu godzin siedzę wkurzona na kanapie i słucham głośnej muzyki. Powoli zaczynam robić się śpiąca, dlatego postanawiam poszukać taty.
- Tato! - Starałam się przekrzyczeć muzykę, ale jego i tak nawet nie było w tym pomieszczeniu. Znalazłam go po około 10 minutach palącego na balkonie z kolegami. Właściwie to ja nawet nie wiem co tu robię.
- Tato? - Chciałam zwrócić jego uwagę.
- O. Już myślałem, że poszłaś. - Powiedział, gdy mnie dostrzegł. Nawet nie interesuję go co się ze mną dzieje. Może to i lepiej. - Co chciałaś? - Dodał po chwili, tak jakby chciał już się mnie pozbyć.
- Kiedy wracamy? Jestem śpiąca. - Odparłam leniwie ostatnie zdanie.
- Clody. Nie jesteś już małym dzieckiem.  Możesz wrócić sama albo prześpij się gdzieś. - Zaproponował tata. Widać było., że nie jest zbyt trzeźwy. Normalnie nie traktuje mnie jak zwykły problem.
- Ciekawe niby gdzie. - Zakpiłam chamsko.
- Idź do Brian'a, on ci załatwi osobny pokój. - Powiedział na odchodne.
- Ja chce wracać. - Nie mam zamiaru zostać tu na noc.
- Claudia. - Podszedł do mnie poirytowany moim zachowaniem. - Nie wiem czy zauważyłeś, ale jestem pijany.
- Widzę. I dlatego chce wracać. - Ojciec dziwnie na mnie spojrzał, jakby zastanawiając się nad czymś.   Nagle zerknął gdzieś w bok, po czym westchnął przeciągle.
- Ubieraj się. Wracamy.

~♥~

- Daj mi kluczyki. - Odparłam ziewając, byłam już zmęczona.
- Ja prowadzę.
- Nie ma mowy. - Zaprzeczyłam stanowczo.
- Dziecko, nie wygłupiaj się, tylko wsiadaj. - Odparł znudzony moim zachowaniem.
- Ale ty...
- Wsiadasz czy nie? - Chamsko mi przerwał.
- Dobra. - Powiedziałam zrezygnowana i wsiadłam do samochodu. - Jedź ostrożnie. - Miałam złe przeczucia co do tego. Ulice były praktycznie puste, co jakiś czas tylko omijały nas pojedyncze pojazdy.
- Pojedziemy skrótem, bo jest już późno.
- Przez las?
- Tak. - W tym samym czasie skręcił w lewo gdzie rozciągał się długo szereg potężnych drzew. Oparłam głowę o szybę, moje powieki robiły się coraz cięższe. Gwałtownie się obudziłam, gdy usłyszałam przerażający pisk opon. Automatycznie spojrzałam przez przednią szybę, gdzie ujrzałam ciemną postać. Serce zaczęło mi szybciej bić. Przestraszony tata chciał ominąć człowieka, lecz było już za późno. Po uderzeniu w postać, samochód wpadł w poślizg. Bardzo ciężko było go wyprowadzić, ale widać było, że tata bardzo się stara i nie poddaje się. Byłam roztrzęsiona, nie wiedziałam co się dzieje. Nagle poczułam ogromny ból na całym ciele. Nastała cisza, co mnie zaniepokoiło.Z trudem otworzyłam oczy, i zaznałam szoku. Samochód uderzył w ogromny słup napięcia elektrycznego, przez co wykrzywił go. Zauważyłam rozlaną benzynę na ulicy, co mnie pobudziło do działania, przecież to wszystko zaraz wybuchnie. Zerknęłam przerażona w bok, tata siedział na fotelu, jego głowa leżała na kierownicy cała zakrwawiona. W oczach zebrały mi się łzy.
- Tato! Tato, słyszysz mnie!? Proszę, odezwij się... - Łkałam żałośnie. Nie mogę go stracić, to jedyna osoba, która mi została. W pośpiechu odpięłam pas i z trudem wygramoliłam się z pojazdu. Gdy stanęłam na równych nogach zrobiło mi się słabo, a świat zaczął wirować. Odepchnęłam wszystkie złe myśli od siebie i podbiegłam do drzwi od strony kierowcy. Próbowałam je otworzyć, lecz zacięły się, Nie miała na tyle siły, aby je wyważyć, tym bardziej, że sama byłam osłabiona. W panice zaczęłam krzyczeć i uderzać w szybę pięściami. Bałam się, tak cholernie się bałam. Nie myślałam racjonalnie, zresztą wątpię by ktokolwiek wtedy myślał mądrze. Nagle zauważyłam iskry, które wydobywały się spod samochodu.To koniec. Próbowałam, Nie jestem w stanie nic więcej zrobić. I to jest w tym wszystkim najgorsze. Bezsilność. Nie kontrolowałam już łez, które były na całej mojej twarzy. W pewnej chwili rozległ się ogromny huk i wszystko stanęło w płomieniach. Chciałam uciec, lecz było już za późno. Nadzwyczajnie duża siła uniosła moje ciało w powietrze, przez co spadłam kawałek od zdarzenia. Ostatnie co pamiętam, to ogromny ból i cierpienie.
_____________________________________________________________
Hejka ♥ Dzisiaj dopiero zorientowałam się, że umknął mi pewien szczegół w tym opowiadaniu. Jeśli gdziekolwiek po zakończeniu szkoły Claudii, będzie ponownie mowa o nauce czy przygotowaniach do wakacji/akademii to bardzo przepraszam, ale zupełnie wyszło mi z głowy, że już o tym było ;)
A tak ogólnie to mam już kolejne 2 rozdziały napisane i pomysł na kolejne ff, wkrótce dodam prolog i spytam was czy w ogóle jest sens to pisać, bo jak na razie to tylko moje "widzi mi się" w głowie.
Miłych świąt wielkanocnych :*
Przypominam o sondzie na opowiadanie miesiąca. [SONDA] To tylko jedno kliknięcie, a wiele dla mnie znaczy. Bardzo proszę o pomoc i z góry dziękuję :)

niedziela, 13 marca 2016

Rozdział 19

- Jak się czujesz? - Spytał Zayn, wchodząc do mojego pokoju. Wymusiłam uśmiech, żeby udowodnić sobie i jemu, że jestem silna i potrafię to przeżyć.
- Dobrze . - Usiadł obok mnie na łóżku i spojrzał na mnie uważnie. - A z tobą wszystko okej? - Spytałam, bo coś nie wyglądał zbyt dobrze. Nie odpowiedział od razu tylko nadal patrzył w jeden punkt gdzieś obok mnie.
- Tak. Idziemy w końcu gdzieś? - Dziwne. Automatycznie zmienia temat.
- Gdzie? - Spytałam zaciekawiona. Rozejrzał się za okno i wzruszył ramionami , po czym spojrzał na mnie wesoło.
- Gdziekolwiek. Chodźmy się przejść, ładna pogoda, nie można jej zmarnować.
- No dobrze. Tylko się ubiorę.
- Poczekam. - Powiedział rozkładając się na moim łóżku. Wybrałam ubrania z szafy, po czym jeszcze bieliznę i poszłam do łazienki, aby się odświeżyć. To Zayn, on może poczekać. W miarę szybko się umyłam, po czym ubrałam i wzięłam za malowanie i poprawianie włosów.

Gdy już skończyłam wszystkie czynności i byłam gotowa do wyjścia. opuściłam łazienkę i stanęłam przed chłopakiem, który robił coś w swoim telefonie.
- Jestem gotowa. - Poinformowałam, aby zwrócić na siebie uwagę.

~♥~

Czas płynął zaskakująco szybko, dopiero wieczorem zwolnił. Byliśmy w kinie, a następnie na mieście, aby coś zjeść. Aktualnie idziemy obok siebie po molo przy zachodzącym słońcu. Uwielbiam takie klimaty. Prawie jak z filmu, szkoda tylko, że on nawet człowiekiem nie jest. Intryguje  mnie to coraz bardziej.
- Jak po pogrzebie? - Spytał nagle co mnie wybiło z rytmu. Myślałam, że  zapomnimy już o tym. Wiem, że się nie da, ale zawsze można się starać. - Przepraszam, że o to pytam. - Chyba zauważył, że coś jest nie tak.
- Nie, nie. Wszystko w porządku. - Nie wiedziałam czy mówić mu o incydencie. W sumie boje się, że znowu coś się stanie. Miałam już nie zadawać się z Zayn'em, a nadal to robię i to coraz bardziej. Muszę niestety przyznać, że chyba zaczęłam coś czuć do niego.  Nie wiem jeszcze co na pewno nie jest to miłość, ale obawiam się, że mógł mi się spodobać.
- O czym tak myślisz?
- Czy , aby na pewno wzięłam dzisiaj tabletki. - Wymyśliłam pierwszą lepszą rzecz. Przecież nie powiem mu, że myślę o nim.
- Gdybyś nie wzięła to nie pytałbym ciebie teraz o czym myślisz. - Uśmiechnął się do mnie rozbawiony.
- W sumie masz racje.

- Wracajmy, późno już. - Powiedziałam, gdy zaczęło robić mi się chłodno. Zayn spojrzał na mnie z góry, gdyż jest wyższy ode mnie.
- Trzymaj. - Zwrócił się do mnie podając mi swoją bluzę.
- A co z tobą?
- Mała. Ja jestem odporny. - Wymruczał, z rozbawieniem.
-Fakt. - Przyznałam mu rację.
- Jak to jest, że ciągle o tym zapominasz? - Nadal był rozbawiony moją osobą.
- No wiesz , nie codziennie spotykam wampiry , które teoretycznie nie istnieją. - Zrobiłam dosyć śmieszną minę, chociaż miała być ona zamyślona.
- Serio? Dziwne.
- Czemu dziwne? - Zayn spojrzał na mnie uroczo, po czym się odezwał i mrugnął lewym okiem.
- Bo ja tak. - Zapadła chwilowa cisza, lecz trwała ona niedługo gdyż oboje wybuchnelśmy śmiechem.
- Chodź, odprowadzę cię.  - Zasugerował chłopak i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Przez całą drogę dużo rozmawialiśmy i wygłupialiśmy się jak to zawsze bywa w jego towarzystwie. Zayn to osoba bardzo charyzmatyczna, dlatego nie da się przy nim nudzić,ani zamulać. Podoba mi się to. Lubię gdy osoba jest taka wesoła i rozrywkowa, ogólnie odważna i nie przejmuje się co na to powiedzą inni. Wtedy  zawsze znajdzie się temat do rozmowy i wiadomo , że spędzanie czasu z taką osobą to przyjemność. Nim się obejrzałam byliśmy już pod moim domem.
- Spotkamy się jutro? - Spytałam , aby przytrzymać go jeszcze chwilkę przy sobie.
- Aż tak bardzo nie umiesz żyć beze mnie? - W odpowiedzi na jego zaczepkę tylko się zaśmiałam. Oj nawet nie wiesz jak bardzo trafiłeś.
- Chciałbym, ale niestety nie mogę. - Już chciałam dopytać czemu , ale w miarę się opanowałam. Nie chce żeby zorientował się  , że mi zależy.
- Dobrze, rozumiem. - Powiedziałam trochę bez emocji. Zayn przyjrzał mi się uważnie. Nagle zaczął się powoli zbliżać , a mnie serce biło co raz szybciej. Co on chce zrobić!?
- Clody. - Spojrzałam mu prosto w oczy i wyczekiwałam tego co chce mi powiedzieć.- Co byś zrobiła gdybym cię pocałował?
- Nie wiem. - Głos mi zadrżał przy odpowiedzi. Znam go już dość długo, jeśli chodzi o zwykłą znajomość, więc nie wiem czemu aż tak na mnie działa.
- Chcesz się przekonać? - I po co te beznadziejne pytania. Czemu nie zrobi tego normalnie tylko narażą moje biedne serce o zawał. Znów nie odpowiedziałam. Wolę żeby sam się domyślił. Nie czekając dłużej jego wargi dotknęły moich. Delikatnie muskał je, lecz po chwili zaczął prosić językiem o wejście, które automatycznie otrzymał.

Zawładnął moim umysłem
Zawładnął moim ciałem
Zawładnął mną.
________________________________________________
Hejo a tu ja z nowym rozdziałem ☺
Jeśli podoba się głos, to proszę o głos w tej sondzie na blog miesiąca luty. SONDA Chciałabym zająć jakiekolwiek miejsce w rankingu (1-3) ;__: Z góry dziękuję.

piątek, 19 lutego 2016

Rozdział 18

    Dziś ma odbyć się pogrzeb mamy. Od rana poganiam ojca, aby choć przez chwile udawał, że jest w stanie w miarę normalnie funkcjonować. Na cmentarzu ma być cała rodzina. Nie chciałabym, aby widzieli, że nie dajemy sobie rady.

- Jesteś już gotowy? - Spytałam wchodząc do kuchni, gdzie zauważyłam ojca pijącego kawę.
- Tak. - Odparł ponuro. Ostatnio cały czas tak się zachowuje, praktycznie w ogóle nie mam z nim kontaktu. Chciałabym żeby było jak dawniej, ale wiem, że to niemożliwe. Miałam na sobie czarną sukienkę i tego samego koloru szpilki. Na wierzch założyłam dość cienkie bolerko.
- Wychodzimy? - Zwróciłam się do ojca gdyż byłam już całkowicie gotowa. Mężczyzna włożył pusty kubek do zlewu i założył na siebie marynarkę.
- Wychodzimy.

~♥~

Mnóstwo ludzi, mnóstwo łez, już z daleka był można poczuć ogarniający zal i załamanie. To normalne w tym miejscu, aczkolwiek mnie chyba nigdy nie zdarzyło się uczestniczyć w takim wydarzeniu. Żałuje, że w ogóle mam okazje tu być. Nadal nie mogę do końca w to wszystko uwierzyć, a może zwyczajnie nie chce. Nie będę dużo mówić co dzieje  się w tej chwili, chyba każdy jest w stanie sobie to wyobrazić.

Po około godzinie byliśmy już w miejscu gdzie zostanie ostatecznie pochowana moja mama. Nie mogłam na to patrzeć, po kilku minutach przeszłam się na sam koniec, gdzie nikt mnie nie widział, ani moich łez. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, na szczęście nikt nie zwrócił uwagi na moją nieobecność.W pewnym momencie usłyszałam jakby coś spadło niedaleko za mną, lecz gdy się odwróciłam nic nie dostrzegłam podejrzanego. Z powrotem wróciłam do świata myśli, izolując się od całej tej sytuacji. Rozmyślałam o tym, że wolałabym być to ja, a nie ona. Wiem, powtarzam się, ale na prawdę tak uważam. Czuje się winna temu wydarzeniu, poniekąd wiem, że mam racje. Zaczął wiać chłodny i niezbyt przyjemny wiatr. Niebo zrobiło się ciemne, a zanikające słońce dodało mroku i tajemniczości. Zrobiłam krok w tył gdy mocny powiew zimnego powietrza uderzył we mnie. W tym momencie poczułam  silny ucisk na ramieniu, który powodował, że gwałtownie się odwróciłam. Czy kiedyś to się skończy wreszcie!? Mam już dość tego cholernego pecha. Niech ta choroba szybciej się rozwija, bo jak nie ona to te wampiry mnie wykończą. Chciałam krzyknąć, lecz skutecznie zakrył mi usta dłonią i wciągnął w miejsce gdzie nikt nas nie zobaczy. To on. Poznałam go. To ten sam mężczyzna co "odwiedził" mnie w szpitalu. Nie powiem, akurat przed nim to mam lęki. Pchnął mnie wprost na pobliskie drzewo, przez co zawyłam z bólu.

Co za drań.

Przez chwile nie mogłam złapać powietrza przez to okropne uczucie w całym ciele.
- Czego chcesz? - Spytałam, gdy tylko oddalił dłoń od mojej twarzy.
- Grzeczniej. - Warknął, ale nie odezwałam się.
- Dlaczego znowu mnie zaczepiasz? - Chłopak spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
- Już lepiej. - Skomentował i spojrzał mi prosto w oczy. - Ostrzegałem cię.
Patrzyłam na niego jak na idiotę. Nie mam pojęcia o czym on mówi.
- Nie rozumiem. - Zmarszczyłam brwi nadal wpatrując się w jego twarz.
- Zayn.  - Wystarczyło to jedno słowo, żebym wszystko zrozumiała.
- To ty.. to wszystko twoja wina. - Powiedziałam roztrzęsiona, nerwowo połykając ślinę. Zaczęłam się denerwować.
- Szybka jesteś. - Kpił sobie ze mnie, lecz mi nie było do śmiechu.
- Jak mogłeś!?
- Słońce, spokojnie. - Wywrócił oczami co mnie jeszcze bardziej zdenerwowało. - Oj Claudia... mało widocznie wiesz o życiu.
- Wystarczająco. - Odparłam sucho. - Dlaczego to zrobiłeś? - Wysyczałam wściekła, a zarazem zraniona. Miałam łzy w oczach, ale ani jednej nie pozwoliłam opuścić oczu.
- Nie martw się. To dopiero początek. - Myślałam, że źle usłyszałam, ale jednak myliłam się.
- Możesz mnie zabić. Nawet teraz. - Powiedziałam patrząc w punkt gdzieś za nim. Wampir jednak tylko zaśmiał się wpatrując się w moją twarz bez emocji.
- Pilnuj lepiej tatuśka. - Po tych słowach zniknął, tak szybko jak się pojawił. Zostałam sama, ale nie przeszkadzało mi to. Chce być jak najdalej od tego psychopaty. Jeszcze chwile tak stałam pod tym drzewem zszokowana. Nie wiem co o tym myśleć, jestem w totalnej rozsypce.

Kilka godzin później...

- Tato... musimy się przeprowadzić. - Ojciec spojrzał na mnie zdziwiony moimi słowami.
- Co ci znowu strzeliło do głowy?
- Nie chce tu mieszkać. - Ciągnęłam dalej, lecz po jego minię sądzę, że nie podoba mu się ten pomysł.
- Mam rzucić wszystko i wyjechać, bo ty tak chcesz? - Tato, proszę... nie mogę tu mieszkać. My nie możemy.
Mężczyzna chwycił się za głowę i usiadł jakby nie dowierzając w to co słyszy. W sumie nie dziwie się mu, też bym była zszokowana na jego miejscu.
- Dziecko. Nie wiem co ty sobie tam myślisz, ale na pewno nie rzucę wszystkiego z dania na dzień, bo tobie się coś nie podoba. Pomyśl lepiej zanim coś powiesz.
- Gdybyś tylko wiedział. 
________________________________________
Dzień dobry tu wreszcie ja :D Rozdział taki troszkę średni według mnie, ale no cóż nie mam na prawdę kiedy je pisać, bo mam  sporo nauki, ale staram się. ♥ 

środa, 3 lutego 2016

Rozdział 17

    Mijały kolejne godziny, a po mamie ani śladu. Tak okropnie się bałam... Tata zresztą też, zamknął się w sypialni i nie wychodzi nigdzie. Moja myśli skupione są tylko na niej.

Nagle zadzwonił telefon domowy. Byłam bliżej, więc odebrałam.
- Dobry wieczór. Z tej strony aspirant Coninsky. Czy rozmawiam z państwem Swan?
- Tak. - Nie wiem czego mogę się spodziewać.
- Posiadam informację w sprawie zaginięcia pańskiej matki.
- Słucham. - Serce biło mi jak oszalałe.
- Znaleźliśmy...
- Jaka ulga, gdzie ona jest? - Ucieszyłam się, że wreszcie znaleźli moją mamę.
- ... ciało. - Zamarłam. Telefon wypadł mi z ręki, a twarz zalała się cała łzami. Szybko podniosłam komórkę z ziemi, przypominając sobie o rozmówcy.
- A-ale j-jak to...? - Nic z tego nie rozumiałam. - Jak to możliwe? 
- Przykro mi. - Usłyszałam i wtedy do mnie dotarło, że to nie są żadne głupie żarty. - Prosiłbym o zidentyfikowanie zwłok.
- Dobrze... - Powiedziałam nieobecnym głosem. Mężczyzna podał mi adres, po czym rozłączyłam się.

- Tato? - Zawołałam , ale nie uzyskałam odpowiedzi. Jak ja mam mu o tym powiedzieć? Weszłam powoli do pokoju, tata był wpatrzony w wyłączony telewizor.
- Dzwonili z policji. - Zaczęłam ostrożnie, lecz on nawet na mnie nie spojrzał. Wyglądał jak zahipnotyzowany. - To.. to coś strasznego. - Mówiąc to nie mogłam przestać płakać.
- Nie mów tego. - Odezwał się nagle
- Ale to prawda, ona..
- Nie mów tego! - Krzyknął nie odwracając wzroku od punktu, w który cały czas patrzył. Nie ukrywam, przeraziło mnie jego zachowanie, pierwszy raz go takiego widzę. Stwierdziłam, że nie będę się już odzywać. Wyszłam z pokoju, po czym ubrałam na siebie kurtkę oraz buty i wybiegłam z domu. Kierowałam się pod podany wcześniej adres.Od razu można było dostrzec radiowozy policyjne, karetkę oraz mnóstwo tzw. gapiów. Wszyscy byli ciekawi całego zajścia. Szkoda tylko, że jak to się działo nie było nikogo do pomocy. Ludzie przepuszczali mnie do miejsca zbrodni. Nie mogłam na to patrzeć. Od razu wiedziałam, że to ona. Nie byłam w stanie kontrolować łez, miałam ogromną nadzieję, że to jednak nie ona... Ale coś mi tu nie grało. Na ciele nie było żadnych oznak mordercstwa.
- Przepraszam...- zaczepiłam policjanta, który właśnie badał teren i widocznie szukał dowodów. - Co tu się właściwie stało? - Spytałam, gdy zwrócił na mnie uwagę
- Morderstwo. Niestety nikt nie widział sprawcy, ale szukamy poszlak. Wkrótce ta osoba odpowie za swoje czyny.
- Dziękuję. - Jakoś nie bardzo mi to pasowało. Morderca, który nie zostawia żadnych śladów? Czyżby zbrodnia doskonała? Przecież taka nie istnieje. Podeszłam do jej ciała i przykucnęłam przy nim. Wszystko jest na swoim miejscu, ciekawe jak miałoby być to morderstwo.  Hm.. może uduszenie? Spojrzałam na szyje mamy w celu znalezienia śladów rąk w okolicy gardle. Gdy odgarnęłam jej włosy niemal pisnęłam z przerażenia. Na jej szyi widniały ślady kieł jak u ... wampira. Przecież to niemożliwe. Fakt, ostatnio faktycznie miałam okazje być "blisko" wampirów, ale no bez przesady. Dlaczego miałby to robić...? Ona przecież wcale nie była stara, miała jeszcze tyle życia przed sobą... nigdy mu tego nie wybaczę. Nie ważne czy to wampir, czy seryjny morderca - on za to odpowie.
- Myślę, że lepiej będzie jeśli pani teraz odpocznie. Zawieziemy panią do domu. - Zaproponował miły funkcjonariusz, spojrzałam na niego podejrzliwie, ale zgodziłam się.


Już po kilku minutach byłam u siebie w domu. Tata nadal siedział w tym samym miejscu. Martwiłam się  o niego, gdyby spojrzeć to tylko on mi pozostał. Zamknęłam się w swoim pokoju. Jest tu ciepło i przytulnie. Coś myślę, że to tu spędzę najbliższe dni. 

~♥~

Kolejne dni były moimi najgorszymi jak dotąd. Nie wychodziłam nigdzie z pokoju. Nie widziałam się z tatą. Nie jadłam. Nie robiłam zupełnie nic od leżenie i moczenia pościeli łzami. Czasem spojrzałam przez okna w nocy, ale wszystko wydawało się takie inne, puste, samotne... zupełnie jak moje serce. Nie czuje nic oprócz smutku, żalu, cierpienia... wiem, że to moja wina i to mnie najbardziej niszczy. Ona mogłaby żyć, gdyby nie ja... Nagle usłyszałam dźwięk zza okna , wyjrzałam przez nie i dostrzegłam kogoś kogo już dawno nie widziałam.
- Zayn. - Wyszeptałam w szoku.
- Mogę wejść? - Usłyszałam jego cudowny głos. Pokiwałam ledwo zauważalnie głową, lecz on to dostrzegł. Otworzyłam szczerzej okno, a on zwyczajnie prze nie wszedł. Niczym jak w Romeo i Julii. Zayn nagle zaśmiał się uroczo i powiedział:
- Daleko mi do Romeo. - Stwierdził, a ja zrobiłam się cała czerwona. Już miałam pytać, jak to możliwe, lecz oczywiście musiał mnie wyprzedzić.
- Nie brałaś tabletek. - Spojrzał na mnie nagannie.
- Tak wyszło. - Przyznałam spuszczając głowę na moje bose stopy.
- Gdzie je masz? - Spojrzałam w tamtym kierunku, a on od razu wiedział o co chodzi wyciągnął opakowanie, po czym podał mi je. - Masz wziąć.
- Ehh no dobra. - Zgodziłam się bez zbędnych kłótni, bo wiem, że i tak musiałabym je zażyć.

Po ok 15 minutach siedzieliśmy oboje na moim łóżko co jakiś czas wymieniając zdania ze sobą.
- Wiem co się stało. - Gdy to powiedział uśmiech automatycznie zszedł mi z twarzy. - Jak się czujesz? Położył swoją dłoń na mojej w geście pocieszającym i dodającym otuchy. 
- A jak mam się czuć?
- Zgaduję, że nie najlepiej.
- Brawo, jak do tego doszedłeś? - Udawałam szok i niedowierzanie, a on natomiast jakby był urażony.
- No wiesz co!? - Chciało mi się śmiać z tego sytuacji. Co jak co, ale humor to on potrafi poprawić. Nie wiem jak on to robi, ale jednak .
- Wierzysz w to "morderstwo"? - Spytałam nagle , nie do końca przekonana czy mówić mu o tym.
- A czemu nie? - Spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Bo... bo nie jestem doi tego tak przekonana.
- Co masz na myśli?
- Ja tak jakby widziałam ślady...
- Czego? No mów. - Ehh ktoś tu jest bardzo niecierpliwy.
- Zayn to były kły. - Nastała chwila ciszy.
- Jesteś tego pewna? - Westchnął gwałtowanie z pewnego rodzaju niedowierzeniem. - No wiesz byłaś wtedy roztrzęsiona, nie myślałaś racjonalnie.
- Jestem pewna. - Powiedziałam twardo.
- Zdarzyła się coś ostatnio odbiegającego od normy?
- Hm... "odwiedził" mnie jakis wampir gdy byłam jeszcze w szpitalu. - Widać było, że Zayn zdziwił się .
- Czego chciał? - Spytał lekko zdenerwowany.
- Nie wiem. Ostrzegł mnie, mam nie zbliżać się do ciebie.
- Do mnie?
- Tak. - Zayn nagle jakby coś zrozumiał. - Co jest? - Spytałam wyczekując jakiegokolwiek słowa z jego strony.
- Zabije go kurwa.  - Wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Kogo? - Nic z tego nie rozumiałam. Zayn opowiedział mi o spotkaniu z jego wrogiem i ostrzegał przed nim mówiąc, że jest niebezpieczny.
- Zrobił ci coś? 
- Nie. - Zaprzeczałam chyba zbyt szybko.
- Na pewno? - Widać było, że mi nie uwierzył.
- Tylko trochę przyduszał... - Nerwy buzowały w jego żyłach tak, że nawet ja byłam w stanie to dostrzec.
- Tym bardziej zajebie gnoja.
- Przecież to wampir, jak ty chcesz to niby zrobić? - Nieco zadrwiłam z tego co mówił.
- Nie zapominaj, że ja również nim jestem. - Wysyczał podenerwowany. Na jego ton głosu, aż się wzdrygnęłam. Czy ja się po boje? Nie mogłam odgadnąć co w tym momencie czułam. Strach?    Złość? Rozbawienie? A może to wszystko? Zayn chyba zauważył, że jest coś nie tak.
- Będę już szedł. - Poinformował nagle. Nie ukrywam, że poczułam się zawiedziona. Myślałam, że zostanie jeszcze ze mną.
- Dobrze. 
- Odwiedzę cię wkrótce, okej?
- Okej. - odpowiedziałam.
- Trzymaj się. - Powiedział i już go nie było. Mam tyle teraz do przemyślenia. Nie dość, że nie wiem kto mógł do tego się posunąć, to jeszcze pogrzeb mamy. Znowu chce mi się płakać. Nie mogę zrozumieć, dlaczego akurat ona. Wolałabym ja już umrzeć i tak mam nie wiele życia. To tak zajebiście niesprawiedliwe.
______________________________________________________________
Hejo :* Dzisiaj obiecany rozdział z Zaynem i do tego długi.. a przynajmniej dłuższy niż ostatnie. :D

piątek, 29 stycznia 2016

Rozdział 16

Wreszcie. Nadszedł dzień na który wszyscy czekaliśmy. Dzień, który jest niezwykły, ponieważ zamyka pewien okres naszego życia. Już wiecie jaki to dzień? Tak. Dzisiaj jest całkowite zakończenie mojej edukacji. Nie mam zamiaru wybierać się na żadne studia, ponieważ wątpię, abym dożyła chociaż ich rozpoczęcia. Smutne, ale niestety prawdziwe.Świat jest bardzo niesprawiedliwy. Jedni są "nieśmiertelni", a pragną śmierci, natomiast drudzy mają kilka chwil życia, a chcieliby żyć tak jak wszyscy. Zdrowi, szczęśliwi, z marzeniami na przyszłość. No właśnie przyszłość. Dla mnie nie ma takiego słowa. Liczy się to co jest tu i teraz, a dlaczego? Ponieważ już nie długo mnie tu nie będzie. Nie spotkacie mnie na żadnej z ulic. Nie zobaczycie mnie z plecakiem idącą do szkoły. Nikt nie będzie mnie szukał. Nikt nie będzie dzwonił. Nie usłyszycie mojego głosu, nie ujrzycie mej twarzy. Zniknę. Raz - na zawsze zniknę.

Aktualnie znajdę się przed budynkiem mojej szkoły, w pięknej czarnej sukni, jak na pogrzeb oraz tego samego koloru szpilkach. Za 5 min zaczyna się uroczysty apel, a ja nadal stoję analizując przestrzeń przede mną. Widzę jak moi rówieśnicy zadowoleni i dumni z siebie przemierzają odległość prosto do wyznaczonego celu. Na ich twarzach można dostrzec radosny uśmiech, który świadczy o tym, że czekali na ten dzień. W końcu to od dziś, jesteśmy panami swojego losu. Co dalej postąpimy, jaką drogę wybierzemy zależy tylko od nas. Jesteśmy pełnoletni, nie pokierują już nami nasi rodzice. Wybór jaki teraz dokonamy, będzie tylko naszym wyborem.

- Claudia Swan. - W końcu usłyszałam swoje nazwisko i nie widziałam do końca co czuje. Radość? A może jednak żal? Nadszedł mój czas, na mowę końcową. Nie denerwowałam się. Nie miałam czym. - Zapraszamy. - Ponowiła nawoływanie mnie dyrektorka szkoły.W powolnym tempie stawiałam kolejne kroki coraz to bliżej podestu, czyli miejsca na którym w tym momencie miałam się znaleźć. Spojrzałam na wszystkie znajome mi twarze, aż znalazłam moich dawnych "przyjaciół". Patrzyli na mnie z wyczekiwaniem, a ja uśmiechnęłam się lekko, ale nie do nich. Do samej siebie. Już wiem co czuje. Jestem dumna z tego kim jestem.
- Szkoła średnia to najważniejszy, samodzielny okres w naszym życiu. Ale czy szczęśliwy? - Zatrzymałam się na chwilkę, by jeszcze raz rozejrzeć się po osobach. - Tutaj liczy się tylko to kim, a nie jaki jesteś. Ludzie potrafią być bardzo krytyczni, niektórzy z nas jednak są zbyt słabi psychicznie, aby do przetrwać. Mówią, że to właśnie w tym czasie stajemy się bardziej dojrzalsi, aczkolwiek nie sądzę, żeby dotyczyło to każdego z nas. W tej szkole nauczyłam się jak być sobą, czyli dokładnie tego, co niestety tutaj się nie liczy. A szkoda. Według mnie istotniejsze jest to jaki jest dany człowiek, jaki jest w środku, a nie to co osiągnął. Wszyscy cieszycie się, że wychodzicie stąd, ale dlaczego? Wakacje? "Dorosłość"? Co was kusi do radości? Myślę, że to bardziej smutne wydarzenie. To od dziś pracujemy sami na siebie. Wkrótce wyprowadzimy się z naszym rodzinnych domów, oddalimy się od rodziny, przyjaciół. Przecież nie każdy ma te same plany, co ty. Pójdziemy do pracy, będziemy musieli sami martwić się o swoją przyszłość. Zastanówcie się, czy faktycznie zakończenie edukacji jest szczęśliwym dniem. Dziękuję.

Kolejne dni mijały zaskakująco szybko i w pozytywnym nastroju. Spędziłam je z rodzicami. Może komuś wydawać się, że to przecież nudne tak przebywać tyle czasu z opiekunami, ale nie dla mnie. Kocham ich i wiem ,że oni mnie też, dlatego nie szkoda mi czasu dla nich. Tego dnia było zadziwiająco ponuro, każde z nas nie widziało co ma ze sobą zrobić.
-  Może pójdę po przekąski oraz napoje i obejrzymy jakiś film? - Zasugerowała mama, na co przytaknęliśmy razem z tatą.
- Iść z tobą? - Spytałam z grzeczności, ale rodzicielka od razu zaprzeczyła.
- Nie, nie. Wy lepiej wybierzcie jakiś fajny film. - Uśmiechnęła się sympatycznie, po czym już ubierała buty i zakładała swój płaszczyk.
- Na pewno?
- Tak, na pewno Clody.
- Ehh no dobrze.
Nie byłam co do tego zbytnio przekonana, ponieważ robiło się już ciemno. No, ale z drugiej strony moja mama jest już dorosłym człowiekiem... chyba może iść sama do sklepu.

Jakiś czas później...

Mama wyszła już prawie 2 godziny temu, a sklep do którego poszła jest przecież 15 minut drogi stąd. Martwiłam się o nią. Jest późno, a ona całkowicie sama. Dzwoniłam mnóstwo razy, ale nie odbiera, aż w końcu chyba się rozładował jej telefon, ponieważ nagle włącza się poczta głosowa.
- Gdzie ona może tyle być!? - Tato to już od zmysłów odchodził.

A miało być tak miło.

- Spróbuję jeszcze raz zadzwonić. 
- To nic nie da! - Krzyczał mężczyzna machając przy tym dłońmi na wszystkie strony.
- To co, mam siedzieć i nic nie robić jak ty!? - Nie mogłam już wytrzymać z nerwów. A jak coś jej się stało... nie wybaczyłabym sobie. Nie wiem co o tym myśleć. Ponownie wybrałam numer do mamy., ale po raz kolejny zawiodłam się.
- Abonent chwilowo niedostępny.. - No szlak mnie trafi zaraz.
- Koniec. Dzwonie na policję. - Jak powiedział, tak zrobił. Już po chwili funkcjonariusze weszli do naszego domu, w celu wyjaśnienia sprawy.
- Proszę opowiedzieć całą zaistniałą sytuację. - Zwrócił się do nas starszy mężczyzna. Tata nerwowo tłumaczył policjantom to co się stało. Mijała już kolejna godzina, a ja nadal miałam nadzieję, że jednak wróci zaraz. Podeszłam do okna, aby rozejrzeć się za kobietą. Nie mogłam słuchać tego, o czym oni rozmawiają. Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że moja mama... zaginęła. To absurd. Ona zaraz przyjdzie, tylko... tylko spotkała kogoś. Tak późno? 

-  Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby ją odnaleźć. - Usłyszałam głos mężczyzny, na co ścisnęło mnie w gardle. Nie wiem co mam już robić, z jednej strony mam ogromną nadzieję, że to tylko sen/ głupi żart i zaraz z powrotem będzie wśród nas, ale z drugiej strony nie jestem dzieckiem i wiem, że mogę już nigdy jej nie zobaczyć. Czemu wszystko co najgorsze, spotyka właśnie mnie..?
______________________________________
Hejka. Tak, wiem liczyliście pewnie na rozdział z Zayn'em. Niestety nie ma go tutaj, aczkolwiek będzie już w następnym rozdziale, jeżeli tylko nie podzielę go na dwa krótsze. A tak w ogóle, to jak wolicie: Krótsze rozdziały, a częściej ; czy dłuższe, a rzadziej?