wtorek, 26 stycznia 2016

Rozdział 15

    Mam już dość tego cholernego miejsca. Ciągle ktoś za mną chodzi i nie mogę nawet spokojnie odpocząć. Rodzice nawet niezbyt moją dla mnie czas z powodu pracy, ale nie ubolewam tak nad tym. Wiem, że są świetnymi ludźmi i zawód jest dla nich bardzo ważny, a ja oczywiście to rozumiem.
Aktualnie leże na moim okropnie niewygodnym łóżku szpitalnym i staram się skupić na książce. Jest już późny wieczór, a ja nie mogę zasnąć. Dręczą mnie miliony myśli, z którymi nie potrafię sobie sama poradzić. Oczy mnie już piekły od zmęczenia, ale i tak nie byłam w stanie usnąć. Nagle usłyszałam szelest obok pobliskiego okna.

Pewnie wiatr.

Firanka gwałtowanie się poruszyła, a w pomieszczeniu zrobiło się bardzo zimno, aż mnie dreszcze przeszły. Zamknęłam na chwile oczy, ale od razu tego pożałowałam. Poczułam okropny ucisk na szyi, przez co automatycznie otworzyła je przerażona. Chciałam piszczeć, ale nie mogłam.
- Cii. - Przede mną stał mężczyzna bardzo dobrze zbudowany o oczach czerwonych jak krew.
- Czego chcesz? - Spytałam chwiejnym głosem.
- Oj skarbie. Przyszedłem cię tylko odwiedzić...
- Nie pierdol. - Fuknęłam poirytowana.
- Jak ty się odzywasz do mnie? Chyba nie wiesz kim jestem. - Nie odpowiedziałam. Faktycznie nie wiem kim jest, ani czego chce. - Powiem ci tylko jedno, trzymaj się z daleko od świata wampirów.
- O czym ty mówisz? - Czyżby znał Zayn'a? Przecież tylko jego znam takiego...
- Zayn Malik, kojarzysz? - A jednak miałam racje. - Masz się odpierdolić od niego, jasne? - Wymawiając ostatnie słowo znów chwycił mnie za gardło, przez co nie mogłam oddychać. Momentalnie zrobiłam się cała czerwona na twarzy.
- Rozumiemy się? - Ponowił pytanie, a mnie znowu przeszły nieprzyjemne dreszcze. Czułam jak się dusze, to okropne uczucie i nie życzę go nikomu. Wymagał ode mnie odpowiedzi, chociaż nie byłam w stanie wypowiedzieć ani słowa. Jedynie pokiwałam energicznie głową, patrząc mu głęboko w oczy. Nie wiem co oni mają w tych tęczówkach, ale można normalnie w nich utonąć.
- To dobrze, że się rozumiemy. - Spojrzał na mnie podejrzliwie, ale nie poluzował ucisku. Uśmiechnął się zalotnie, po czym "zniknął" całkowicie. Gwałtownie wzięłam powietrze do płuc, gdyż czułam, że zaraz odpłynę. Usiadłam szybko i rozejrzałam się po sali, ale nikogo nie dostrzegłam. Jedynie okno zostało otwarte, a firanka powiewała na wietrze. Widok jak z filmu, aczkolwiek niestety to prawda. Nie sądzę, żebym teraz już usnęła tej nocy. Zbyt dużo wrażeń jak na jeden dzień.

Następnego dnia

Nareszcie zostaje wypisana z tego cholernego szpitalu i mogę wrócić do swojego domu i normalnego życia. Tata przyjechał po mnie pod budynek, żebym nie musiała sama wracać.
- Jak się czujesz? - Spytał, gdy tylko weszłam do samochodu.
- Dobrze, dziękuję.
- Na pewno? Jakaś blada jesteś...
- Tak, tato. Wszystko w porządku. Jedźmy już.
- No dobrze. - Powiedział i ruszył przed siebie.

Od wypuszczenia mnie do domu minęło kilka dni. Rodzice zwracają dużą uwagę co jem i czy w ogóle to robię. Nie chcą żebym znowu zemdlała i trafiła do szpitala, zresztą sama również tego nie chce. Muszę wrócić do szkoły, wiem to, aczkolwiek jest mi ciężko. Ostatnie kilka dni nauki, więc muszę wziąć się serio w garść.

- Witam pannę Swan. Coś ostatnio długa choroba cię spotkała. - Odezwał się profesor, jak ja nienawidzę gadek tego typu. Chyba sama dobrze wiem o tym i nie sądzę abym chciała żeby cała klasa zwracała tak dużą uwagę mną, bo jest to niepotrzebne.
- Tak, wiem. Przyniosę usprawiedliwienie. - Odparłam nawet nie patrząc w stronę nauczyciela. Oceny i tak w większości są już wystawione, więc nie muszę już sie starać o nic. Tak czy siak średnią na pasek mam, także rodzice też nie będą mi mieli tego za złe.
Rozejrzałam się uważnie po sali, aż ujrzałam Susan.
- Cześć. - Przywitałam się nieśmiało. Jakoś tak dziwnie było mi odzywać się do niej, bałam się, że ma mi to wszystko za złe.
- Hej. - Odpowiedziała po chwili. Już chciałam się odezwać, gdy mężczyzna spojrzał na nas srogim wzrokiem, wolałam zamilczeć.

Po długim czasie nudne lekcji mogłam wreszcie na spokojnie porozmawiać z przyjaciółką.
- Czemu cię tyle nie było? Nie odzywałaś się w ogóle, nie wiedzieliśmy co się z tobą dzieje.
- Ja..
- Nawet nie wysłałaś głupiego smsa, nie zadzwoniłaś. Kompletnie nic.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć tym bardziej, że miała niestety racje.
- Co było tak ważne? Ważniejsze od przyjaciół, co?
- Choroba.
Susan wreszcie przymknęła się , widocznie nie spodziewała sie tego usłyszeć.
- Jaka choroba? O czym ty mówisz?
- Normalna.
- Możesz mi to wyjaśnić?
Spojrzałam na nią ostatni raz i odwróciłam się. Susan dalej stała w tym samym miejscu, dokładnie tak jakby oniemiała. No cóż bywa.
______________________________________________________
Hejka, wiem nie było mnie dość długo.. Wybaczycie mi? 😢 komputer szlak mi trafił, zostały mi jedynie tablety ale no nie bardzo się na nich pisze niestety. Rozdział nie sprawdzony.

czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 14

[...] 
- Musimy porozmawiać. - Zwrócił się doktor do już opanowanej Claudii. 
- Coś nie tak? 
- Mamy diagnozę, co przyczyniło się do twojego nagłego omdlenia. 
- Słucham. - Nie ukrywając chyba normalnym jest fakt, że dziewczyna bała się tego co może usłyszeć. 
- A więc powodem jest anemia. 

- Anemia? - Powtórzyłam nie do końca rozumiejąc.
- Tak, w twoim organizmie jest zdecydowanie za mało żelaza. 
- To coś poważnego? 
- Nie. Po prostu możesz odczuwać ciągłe osłabienie oraz duszność wysiłkową. A ponad to mocne bóle głowy. 
- W porządku, u mnie to norma. 
- Powinnaś bardziej na siebie uważać, szczególnie że wiesz jaka jest sytuacja z...
- Tak, wiem. Mam raka, ale to nie zmienia faktu, że traktujecie mnie jakbym była co najmniej kosmitą. 
- Spokojnie, nikt tutaj nie chce dla ciebie źle. - Nie powstrzymałam się od znaczącego prychnięcia . - Chcemy ci tylko pomóc. 

Nagle do sali wszedł ktoś kogo nie chciałam już nigdy widzieć. 
- Cześć, mogę? - Już miałam mówić, że nie, gdy lekarz zabrał głos. 
- To ja już pójdę. Za niedługo zrobimy ci kolejne badania. 
- Dobrze. - Odpowiedziałam grzecznie i spojrzałam na mężczyznę podchodzącego do mojego łóżka. 
- C-czego chcesz? - Spytałam drżącym głosem.
- Chciałem sprawdzić jak się czujesz. 
- Zobaczyłeś, możesz już iść. - Syknęłam chamsko. 
- Czemu jesteś taka dla mnie? 
- Oszukałeś mnie. 
- Nie prawda. Po prostu nie mówiłem całej prawdy. 
- Jasne. 
- Z tego co widzę, ty też mi o czymś nie powiedziałaś. - Powiedział z wyrzutem.
 -Nie rozumiem. 
- Claudia, ja wszystko słyszałem. - Gdy to do mnie dotarło nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. 
- Nie będę o tym rozmawiać. - Nie wykazywałam jakichkolwiek chęci do rozmowy z nim na ten temat. Może i przyzwyczaiłam się już do tego, ale nie zaakceptowałam i zawsze to będzie dla mnie ciężki temat. 
- Rozumiem, nie będę naciskał. - Zdziwił mnie fakt, że odpuścił. Rzadko to robi. 
- Dziękuję. 
- Boisz się mnie? - Jego pytanie zbiło mnie z tropu. Jak mogłabym się nie bać... 
- Zayn ty ... jesteś... 
- Wampirem? - Zauważył, że nie potrafię się wysłowić. - Wiem to. Chyba nie myślisz, że mogę ci coś zrobić, prawda?
Gdy nie uzyskał odpowiedzi ode mnie, potrząsnął głową z niedowierzaniem. 
- Claudia, posłuchaj mnie. Gdybym chciał zrobić ci krzywdę już dawno bym to zrobił, a nie zagłębiał się w to. Nie martwiłbym się tobą, nie pozwalałbym ci spać u mnie... po prostu miałbym cię gdzieś. 
- Skończ. Nie ufam ci. 
- Dobrze. Chciałem cię tylko przeprosić, tak więc: przepraszam. 
Nie wiedziałam co o tym myśleć. Nie sądziłam, że mnie przeprosi. Nawet nie zdążyłam się odezwać, a jego już nie było. Przynajmniej teraz mogę spokojnie pomyśleć. Nikt mi w tym nie przeszkodzi. 

*Zayn*

Już wcześniej domyślałem się, że jest coś nie tak z Claudią, ale sądziłem, że to przejściowe. A tu kurwa rak. To niesprawiedliwe, ona nie zasługuje na to. Jest dobrym człowiekiem, nawet nie sądzę żeby sprawiała wcześniej problemy wychowawcze. Wydaje się taka niewinna. Muszę jej jakoś pomóc, tylko sam nie wiem jak. Na pewno nie zamienię jej w takiego potwora jak ja. Ona nie zasługuje na to, jest zbyt "grzeczna", nie może zabijać. Muszę z kimś porozmawiać i już nawet wiem z kim. 

Jakiś czas później... 

- Co to za pilna sprawa, stary? - Odezwał się Louis, gdy tylko mnie dostrzegł. Opowiedziałem mu o Claudii, o jej chorobie i ogólnie sytuacji w jakiej się znajduję. 
- Nawet mi nie powiedziała, że kurwa umiera! 
- Ej! Opanuj się, bo jeszcze ktoś usłyszy. 
- Ktoś taki jak ja? 
Nie musiałem się nawet odwracać, aby wiedzieć do kogo należy głos. 
- Czego chcesz, Colvin? 
- Ja? Hm może opowiesz mi coś więcej o niej? - Zaśmiał się łobuzersko podchodząc bliżej. 
- Odpierdol się.
- Czemu? 
- To nie twoja sprawa. - Mam go cholernie dość. Moje oczy zrobiły się znowu czerwone ze złości. 
- Spokojnie wampirku. Bo ci kły odpadną ze złości. 
- Spierdalaj, bo zaraz ty coś stracisz. - Nawet nie zauważyłem kiedy Louis się ulotnił. 
- Możesz mi jedynie naskoczyć, Malik. 
Kurwa dość tego dobrego. Podszedłem do niego szybkim krokiem i wpierdoliłem mu z pięści prosto w ryj. 
- Tylko na tyle cię stać? Myślałem, że potrafisz więcej. - Prowokował mnie skurwiel. 
- Nie marnuje czasu na takich frajerów jak ty. - Wysyczałem z jadem w głosie, po czym dodałem. - A od dziewczyny się odpierdol!
- Widzę, że ci serio zależy. To bardzo dobrze. - Powiedział i "zniknął". 
_______________________________________________________________
Dzisiaj króciutki, ale jak widzicie wracam do wprawy i nie piszę "raz na miesiąc". Nowy rok = nowe zmiany. Krótki z tego powodu, że sylwester i i tak nie sądzę, żeby wiele osób siedziało dzisiaj w internecie, ale cóż. :)  Jeśli czytasz, proszę o komentarze, dla was to chwilka a dla mnie motywacja do dalszego pisania. 
Do następnego! ♥ 

wtorek, 29 grudnia 2015

Rozdział 13

       Przymknęłam na chwilę oczy ze zmęczenia, trwało to może minutę, a gdy z powrotem je otworzyłam byliśmy ju u niego w domu. To prawie nie możliwe... Niemal od razu się rozbudziłam, zaczęło mnie to zastanawiać. Zayn położył mnie ostrożnie na łóżku.
- Co ty tam robiłaś? - Spytał nagle, przez co spojrzałam na niego. - I to jeszcze w takim stanie.
- Jakim stanie? Przecież wszystko jest okej.
- Nie ściemniaj. - Jego oczy stały się prawie czarne, chyba go zdenerwowałam...ale czym?
- Wracałam z imprezy. - Zdecydowałam się odpowiedzieć w końcu na jego pytanie.
- Sama?
- Tak.
- Dlaczego?
- Nie mogłam znaleźć znajomych.
- A tel...
- Nie muszę ci się spowiadać - Przerwałam mu w pół słowie.
- Racja, ale jednak znowu cię uratowałem.
- Wiem i jestem ci wdzięczna za to. 
- Odpocznij. - Powiedział na odchodne i zostawił mnie samą. Ciekawił mnie jeden fakt: jakim cudem tak szybko znaleźliśmy się u niego w domu oraz zastanawia mnie również jego siła. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z taką sytuacją. Oglądałam kiedyś filmy o stworzeniach nadprzyrodzonych, gdzie głównych bohaterów charakteryzowały takie cechy jak jego. A może on jest... nie, to przecież niemożliwe.
- Zayn? - Zawołałam, ale nie odpowiedział mi. Postanowiłam wstać i sama go poszukać. Na szczęście nie musiałam daleko iść, gdyż był u siebie w pokoju, czyli pierwszym miejscu, które odwiedziłam.
- Miałaś leżeć. - Powiedział lekko zdenerwowany przez co przeszły mnie dreszcze.
- Wołałam cię. - Tłumaczyłam się jak małe dziecko.
- Do rzeczy. - Syknął ignorując to co mówiłam wcześniej. No to jedziemy...
- Może to być dla ciebie śmieszne i irracjonalne, ale trudno. - Zayn wydawał się znudzony tym co mówię. Kontynuowałam. - Czy ty jesteś wampirem? - Zauważyłam, że po tym pytaniu cały się spiął... tylko czemu?
- Skąd ci to do głowy przyszło? - Spytał zdziwiony.
- Ja nie wiem... eh nie ważne, to głupie. Zapomnijmy lepiej o tym. - Powiedziałam zmieszana.
- Ej spokojnie. Nie, nie jestem wampirem. - Zaprzeczył wpatrując się w moje oczy. Ten hipnotyzujący wzrok... jego oczy są takie tajemnicze , przez co jeszcze bardziej go pragnę. Mogłabym patrzeć na nie godzinami, są tak imponujące.
- Ja nie mówię, że nim jesteś. - Powiedziałam nagle opanowanym głosem i oderwałam wzrok od jego twarzy. - Po prostu dziwi mnie twoja siła, szybkość, czy chociażby temperatura twojego ciała... ty nigdy nawet nie jesteś głodny... - Przerwałam by spojrzeć na niego. Stał prawie, że nie ruszając się, tylko patrzył uważnie na moje usta. - To zwyczajnie mi nie pasuje.
- Wierzysz w nie? - Wtrącił się nagle, wytrącając mnie z myśli. Spojrzałam na niego pytająco. - Wierzysz w wampiry? - Jego oczy gwałtownie stały się... czerwone. Przeraziłam się nie na niby. Wyglądał dokładnie jak głodny wampir. To dla mnie zdecydowanie zbyt wiele. Nie wiele myśląc odwróciłam się i w błyskawicznym tempie opuściłam posesje Malika. Nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć i zapewne on również. Jest to dla mnie ogromny szok, przecież tyle czasu z nim spędziłam i nawet tego nie zauważyłam. Przecież on mógł mnie zabić, miał tyle okazji.

A jednak tego nie zrobił.

Odezwał się głos w mojej głowie. Widocznie czekał na dobry moment. Nie przejmując się niczym biegłam prosto do swojego domu. Gdy już byłam przy drzwiach wejściowych nagle zrobiło mi się bardzo słabo. Nie wiedziałam co się dzieje, obraz zaczął się znacznie rozmazywać, a ja straciłam jakąkolwiek kontrolę nad swoim ciałem. Pozwoliłam mu opaść bezwładnie prosto na drzwi, uderzając o nie głową i robiąc huk. Może ktoś zwróci na mnie uwagę i mi pomoże. W tym momencie straciłam przytomność, najprawdopodobniej ze strachu.

*Narrator*

Domownicy w tym czasie spokojnie rozmawiali popijając ulubioną kawę. Nie mieli pojęcia co dzieje się z ich córką. W pewnej chwili pani Swan usłyszała cichy huk, więc wstała, aby sprawdzić jego pochodzenie. Sądziła, że to coś w ogrodzie zatem otworzyła drzwi wejściowe i zaznała szoku. Jej dziecko leżało na schodach prowadzących do domu.
- Kochanie, dzwoń po karetkę! - Nie wiedziała zupełnie jak ma się zachować. Była przerażona widokiem przed sobą.
- Co się dzieje? - Przybiegł równie spanikowany mąż. Gdy ujrzał Claudię nie pytał o nic więcej. Wziął telefon i wybrał numer na pogotowie.

25 minut później...

Aktualnie znajdujemy się w szpitalu, gdzie została przewieziona dziewczyna. Jej stan lekko się polepszył, przede wszystkim ocknęła się. Nastolatka po przebudzeniu była zupełnie zdezorientowana. Nie wiedziała gdzie jest ani co gorsza dlaczego. Lekarze zrobili jej kilka niezbędnych badań, dzięki którym wykazano nowe odkrycie. Zagrażające życiu raczej nie jest, aczkolwiek lepiej żeby się z tego wyleczyć.
- Musimy porozmawiać. - Zwrócił się doktor do już opanowanej Claudii.
- Coś nie tak?
- Mamy diagnozę, co przyczyniło się do twojego nagłego omdlenia.
- Słucham. - Nie ukrywając chyba normalny jest fakt, że dziewczyna bala się tego co może usłyszeć.
- A więc powodem jest...
________________________________________________________
Hejka :* Wreszcie dodaje :D Nie będe się dziś dużo rozpisywać... w tym roku dodam jeszcze jeden rozdział, aczkolwiek nie wiem czy będzie to jutro czy może pojutrze. W każdym bądź razie mam już połowę ;) Zachęcam do komentowania.
Udanego sylwestra!

środa, 16 grudnia 2015

Rozdział 12

Impreza trwa już od dobrych dwóch godzin, a my już dawno jesteśmy nieźle wstawieni. Jest mi gorąco i duszno, od tłumu jaki aktualnie gości w nowym mieszkaniu Dylana. Przynajmniej ta impreza pozwoliła mi choć na chwilę nie myśleć o niesamowitym Zaynie.

- Cześć kochanie, zatańczysz? - Spytał Dylan, który był nieco mniej pijany niż ja.
- Z tobą zawsze. - Odparłam uwodzicielsko, a przynajmniej tak mi się wydawało. Chwyciłam dłoń chłopaka i poszliśmy w stronę grupy tańczących już nastolatków. Najpierw była szybka piosenka, więc nie było żadnego problemu z tańczeniem. Obydwoje podskakiwaliśmy w rytm głośnych bitów. Małe schody pojawiły się gdy nastąpiła piosenka wolna. Nie wiedziałam czy mam dalej z nim tańczyć, czy może lepiej już usiąść. Z moich myśli wytrąciła mnie dłoń Dylana na mojej talii, która automatycznie rozwiała moje wątpliwości. Swoje ręce zawiesiłam na jego karku, a gdy tylko to zrobiłam, chłopak znacznie przybliżył mnie do siebie.
- Dobrze się bawisz? - Wyszeptał prosto do mojego ucha, przy czym przygryzł jego płatek.
- Tak. - Pokiwałam entuzjastycznie głową. Nie wiem czemu jestem taka otwarta przy kuzynie Any, w końcu  ledwie kilka razy się widzieliśmy. Pewnie to przez alkohol w moich żyłach, jestem bardziej odważna i nie przejmuje się drobnostkami. Nagle Dylan obrócił mnie tyłem do siebie i znów maksymalnie przybliżył przez co poczułam wybrzuszenie na swojej pupie.
- Co robisz? - Spytałam z lekka zaalarmowana. Wiem, że to Dylan, więc nic i tak mi nie zrobi.
- Spokojnie. To tylko taniec.
Jego słowa o dziwo uspokoiły mnie. Zaczęłam bujać biodrami zahaczając tym samym o jego krocze. Chłopak wydawał gardłowe jęki wprost do mojego ucha, choć było widać, że stara się opanować. Nie przeszkadzało mi to. Jeśli sprawia mu to przyjemność, to czemu nie?
Jego ręce zaczęły zataczać kółka na mojej talii, później brzuchu i zaczęły zjeżdżać nieco niżej, przez co spięłam się.
- Dylan, nie. - Powiedziałam cicho, ale na tyle by mnie usłyszał. Chłopak natychmiastowo zorientował się o co mi chodzi i dał ręce wyżej, na mój brzuch.
- Przepraszam. - Wyszeptał mi do ucha, na co się tylko uśmiechnęłam.

Kilka godzin później....

Nie mogłam nigdzie znaleźć swoich przyjaciół, więc postanowiłam już się zbierać.  Niestety alkohol dał o sobie znać i ledwo doszłam do drzwi. Wyszłam na zewnątrz, gdzie orzeźwiło mnie świeże powietrze. Chciałam zadzwonić po taksówkę, ale właśnie zorientowałam się, że zgubiłam torebkę, a raczej kopertówkę. Nosz kurwa zajebiście.
I niech mi ktoś powie, że nie mam pecha....
Na dworze było cholernie zimno, dlatego starałam się jak najszybciej dotrzeć do domu. Nie zwracałam uwagi na otoczenie, po prostu szłam przed siebie. Nawet nie wiem która jest godzina. Pewnie będę miała niezły opieprz gdy tylko wrócę do domu. Na ulicach zdawało się być dziwnie cicho i tak... tajemniczo, co niepodobne do tego miasta. Zawsze tu kręci się mnóstwo ludzi, nawet w nocy, a teraz? Pustka. Nie wiem czy to strach, czy zmęczenie, albo może alkohol, ale postanowiłam przyspieszyć. Wolę nie kusić losu. Po jakimś czasie zaczęło mi się wydawać, jakby słysząła kroki za sobą lecz gdy się odwróciłam nikogo nie dostrzegłam.
Pewnie mi się tylko wydaje 
Ostatni raz rozejrzałam się po okolicy i skręciłam w boczną uliczkę tak, aby szybciej  dotrzeć do domu. W tym momencie nie myślałam trzeźwo, a szkoda, może gdybym nie podejmowała pochopnych decyzji nie stałoby się to co niestety miało miejsce.Gdym była choć trochę mądrzejsza, nie stałabym się tak łatwym celem.

Nagle poczułam jak ktoś mnie popycha na pobliską ścianę. Nie ukrywam zabolało.
- Pojebało cię czy co!? - Wydarłam się na mężczyznę stojącego przede mną.
- Wyszczekana. - Skomentował, a mnie zagotowała się krew w żyłach. - Lubię takie.
- To idź do burdelu, a mnie kurwa zostaw frajerze. - Mogłam się nie odzywać tak, bo właśnie w tej chwili dostałam z liścia prosto w twarz. Chciałam go uderzyć w krocze, ale zrobił unik i przytrzymał moje kolano w powietrzu przez co zachwiałam się, a on w tym momencie uderzył mnie mocno w brzuch. Upadłam wyjąc z bólu, a on tylko uśmiechnął się przebiegle.
- Czego ode mnie chcesz? - Spytałam pełna nienawiści.
- Niczego.
- To czemu to robisz?
- Wiesz jak nudna jest codzienność?
Kompletnie go nie rozumiem, jak tak można...
- Jesteś chujem, kurwa skończonym kutasem.
Niemal od razu pożałowałam swoich słów, gdy tylko poczułam okropny ból w żebrach.
- Pożałujesz tego suko!
Powiedziawszy to zaczął mnie najzwyczajniej kopać. W jednym momencie nie miałam już siły, aby nawet się bronić. Wszystko nagle zawirowało, a przed oczami pojawiły się dziwne mroczki. Nie wiedziałam co się dzieje, zrobiło mi się cholernie słabo, a zarazem niedobrze.

Nagle wszystko ucichło, nie czułam już uderzeń, z przerażeniem otworzyłam oczy, a to co zastałam zszokowało mnie. Kilka kroków ode mnie leżał nieprzytomny napastnik, a nad nim stał wkurwiony Zayn. Widziałam wszystko jak przez mglę. Dostrzegłam jednak, że Malik podchodzi do mnie. Podniósł mnie, a ja zasyczałam z bólu jaki odczuwałam w... właściwie wszedzie.
- Dasz radę iść? - Zapytał puszczając moje ciało, ale szybko z powrotem wziął mnie na ręce.
- Nieźle oberwałaś. - Odezwał się po chwili ciszy, spoglądając na moją twarz.
- Wiem. - Wyszeptałam półprzytomna. Nie mam siły nawet, aby się odezwać.
- Zabiorę cię do siebie, dobrze?
Nie chciałam wracać do domu w takim stanie, ale też nie mogę zamartwiać rodziców.
- Muszę powiedzieć rodzicom.
- Napiszę sms'a z twojego telefonu, że nocujesz u koleżanki.
- Ale nie wiem czy...
- Nie martw się już. Musisz odpocząć.
________________________________
Hejka :)  Nie wiem czy wiecie już, ale stworzyłam zwiastun na tego o to bloga. Znajduje się on w zakładce "zwiastun" po prawej stronie. Liczę na łapki w górę, jeśli oczywiście się spodoba oraz szczere komentarze. Jeśli coś się  nie podoba odnoście zwiastunu czy nawet opowiadania to piszcie, chętnie poczytam i może uda mi się to zmienić, albo przynajmniej poprawić na lepsze :)

poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozdział 11

Następnego dnia poszłam do szkoły, aby nie wzbudzać podejrzeń, choć na prawdę nie miałam ochoty nawet wstać z łóżka. Oczywiście ledwo zdążyłam, bo jak zwykle zaspałam, dlatego musiałam bardzo się spieszyć rano, ale na szczęście przyszłam na czas. Oczywiście nie obeszło się bez wywiadu ze strony przyjaciół. Okazało się, że byli u mnie, ale nie zastali mnie w środku. Pewnie byłam wtedy u Zayn'a. Szkoda, że wpycha się z butami w moje prywatne sprawy. Mężczyzna jest bardzo przystojny, z charakteru też niczego sobie. Ehh chyba się zakochuje...

- Claudio, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - Zwrócił się do mnie profesor, który uczy biologi.
- Tak, tak. Przepraszam, zamyśliłam się. - Wyjaśniłam szybko.
- Zdążyłem zauważyć. Lepiej skupiaj się na lekcjach tym bardziej, że już niedługo koniec semestru.
- Tak, wiem. - Profesor tylko przytaknął i wrócił do wyjaśniania tematu, ciągle nawiedzały mnie myśli co do ostatnich wydarzeń. Nie wiem co o tym myśleć, to wszystko jest takie pogmatwane. Z jednej strony pragnę spotkać go ponownie, a z drugiej nie chce by znów wypytywał mnie o moje życie. Oh mam nadzieję, że te lekcje szybko się skończą.


- Dzień dobry, Claudio. - Przywitała się zmartwiona mama.
- Cześć. Stało się coś?
- Nie, nie. - Powiedziała, jakby omijając temat i poprawiając włosy do tył. - Po prostu stwierdziliśmy z ojcem, że dawno nie byłaś na większych badaniach.
- I co w związku z tym? - Nie wiedziałam do czego zmierza. Chce mnie wziąć na badania?
- No.. może wybralibyśmy się do doktora Kawolya?
- Dobrze. - Zgodziłam się bez większych komplikacji, w końcu to dla mojego dobra.
- W takim razie przebierz się. Tata nas odwiezie.
Tak jak powiedziała, tak też zrobiłam. Odłożyłam plecak do swojego pokoju i przebrałam się w nieco wygodniejsze ubranie.Droga zajęła nam nie więcej niż piętnaście minut.

Pół godziny później...

- No widzisz, tak jak myślałam wszystko jest w porządku. - Skomentowałam, wychodząc z gabinetu.
- Tak, widzę. To bardzo dobrze.
- A właściwie dlaczego mnie tutaj zabrałaś?
- Ostatnio nie za dobrze wyglądałaś, martwiłam się. - Wytłumaczyła patrząc mi w oczy ze zmartwieniem.
- Dobrze, rozumiem. Aczkolwiek na następny raz myślę, że wystarczą tabletki.
Zakończyłam nasz krótki dialog. Nie lubię o tym rozmawiać, przecież każdy z nas wie, że w końcu i tak umrę. Nic tego nie zmieni.

Kolejne dni szkolne o dziwno mijały bardzo szybko. Nie miałam czasu nawet na wyjścia gdziekolwiek, gdyż ciągle była tylko szkoła, a jak nie to nauka i tak w kółko. Musiałam nieźle się postarać, aby zaliczyć zaległy materiał. Tak właśnie minęły mi kolejne dwa tygodnie. Do wakacji zostało jedynie następne dwa tygodnie. Tak blisko, a jednak tak daleko.. już za niedługo zamkną system i nie będzie można nic poprawiać, ani zmieniać. Zayn'a jak dotąd nie widziałam. Nie ukrywam, że wieczorami myślę o nim. Zastanawia mnie co robi, czy jest zły na mnie, albo może dał sobie spokój. Tyle pytań, a jak zwykle brak jakichkolwiek odpowiedzi.Tak się składa, że dzisiaj jest piątek i od razu po szkole wróciłam do domu, aby szykować się na imprezę u kuzyna Any - Dylana, urządza on parapetówkę. Postanowiłam ,że tym razem ubiorę się bardziej.. wyzywająco. Chce zapomnieć o przykrych wydarzeniach i wreszcie zacząć żyć pełnią życia. Może nawet uda mi się poznać kogoś godnego mej uwagi. Dzień wcześniej poświęciłam wiele pięknych godzin, aby wybrać idealną sukienkę na dziś, aczkolwiek sądzę, że opłacało się.

Wieczorem pod dom podjechali przyjaciele, jedno wyglądające lepiej od drugiego. Natomiast ja byłam ubrana w czarną sukienkę, wyglądającą tak., a do tego wysokie czarne szpilki z czerwoną podeszwą. Ogólnie byłam zadowolona z mojego wizerunku, już dawno tak świetnie nie wyglądałam. Mam nadzieję, że zabawa będzie równie udana co mój ubiór.
_______________________
Hejka. Dziś dodaje dość krótki rozdział, gdyż nie mam czasu, ale obiecuję, że w najbliższym czasie dodam kolejny. Wreszcie mój komputer został naprawiony, więc mogę normalnie pisać :)
Do następnego! ♥

środa, 11 listopada 2015

Rozdział 10

Rano gdy się obudziłam czułam się o wiele lepiej. Wstając napiłam się łyka wody leżącej na stole i zeszłam na dół. Gdy dostrzegłam Zayn'a siedzącego przy stole kuchennym, podeszłam do niego.
- Cześć. - Przywitałam się nieśmiało.
- Cześć. Jak się spało?
Usiadłam obok niego i dopiero odpowiedziałam
- Dobrze, dziękuję za pomoc.
- Nie masz za co.
- Pewnie przyzwyczaiłeś się już do tego.
- Co masz na myśli? - Spytał nie bardzo mnie rozumiejąc.
- To, że ciągle mnie ratujesz. - Uśmiechnęłam się wdzięcznie.

- Musimy porozmawiać. - Powiedział nagle, a mnie przeszły ciarki. Wyglądał jakby właśnie sobie coś przypomniał.
- O czym? - Spytałam mrużąc oczy. Zayn wyciągnął z półki moje tabletki i podniósł je trochę wyżej.
- Co to za tabletki?
Obawiałam się tego pytania. Nie mam zamiaru mówić mu o chorobie. nie ufam mu na tyle. Nawet moi przyjaciele nie wiedzą nic na ten temat. Nie chce żeby się martwili niepotrzebnie, a przecież choćby nie wiem jak chcieli i co robili to i tak nie zmienią tego co ma być.
- Masz zamiar mi odpowiedzieć? - Spytał już nieco podenerwowany.
- Nie. - Odparłam jak gdyby nigdy nic. Chciałam wyjść do innego pomieszczenia, ale mężczyzna skutecznie zagrodził mi drogę.
- Masz mi odpowiedzieć, słyszysz!?
- Nie. - Nagle chwycił mnie mocno za ramiona i zaczął trząść boleśnie. - Przestań.
- To mi odpowiedz.
- Nie.
- Masz raka? - Jego pytanie wmurowało mnie dosłownie. To znaczy wiem, że nie jest głupi, ale nie sądziłam, że powie mi to tak "brutalnie".
- Daj mi spokój! - Krzyknęłam wymijając go i wybiegłam z domu. Gdy byłam już na zewnątrz zwolniłam i normalnym tempem wróciłam do swojego domu.

Ku mojemu zdziwieniu dom nie był pusty. W środku znajdowali się rodzice, którzy pili kawę. Ciekawe kiedy wrócili.
- Cześć, córciu. - Przywitała się mama, gdy mnie zobaczyła.
- Cześć. - Odparłam jedynie.
- Stało się coś?  - Jak zwykle dopytywała.
- Nie mamo, wszystko w porządku.
Wysiliłam się na w miarę szczery uśmiech i poszłam do swojego pokoju. Miałam ostatnio zbyt dużo wrażeń, jak dla mnie. Chciałam chwile odpocząć. Położyłam się wygodnie na łóżku z laptopem na kolanach i zaczęłam oglądać nieznany mi dotąd film pt "Krwawe wizje". Tylko żeby nie zmylił was tytuł. Film wcale nie jest straszny, a przynajmniej nie tak jak się wydaje . Gdy skończył się, nie wiedziałam co robić przez resztę dnia. Za oknem było dość nieciekawie. Okropnie padał deszcz, a nawet nie wiem czy nie zanosi się na burze, wiec o spacerze czy bieganiu nie mam co liczyć. Usiadłam na parapecie i przyglądałam się pogodzie panującej na zewnątrz. Nie było widać żadnego człowieka, ale może to przez gęstą mgłę. Kiedy tak przyglądałam się sytuacji za oknem po głowie przeszły mi wspomnienia, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Wtedy nie bałam się niczego, zawsze czułam się dobrze. Nigdy nie mdlałam, nie miałam żadnych problemów. To wszystko przyszło dopiero z czasem. Tak. Jestem chora na niewyleczalnego i bezlitosnego raka, Zostało mi niewiele życia, a ja nawet nie potrafię tego wykorzystać. Inni spełniliby swoje marzenia na moim miejscu, ale nie ja. Żyje z dnia na dzień, dokładnie tak, jakby miało nie być jutro. Tylko, że w moim przypadku to dość możliwe. To takie niesprawiedliwe. Co ja zrobiłam takiego, że Bóg musiał mnie ukarać? Niektórzy twierdzą, że to klątwa, aczkolwiek ja nie wierze w takie rzeczy. Może fatum było "modne" w mitologi, ale nie u nas. Może jeszcze niech powiedzą mi, że istnieją wiedźmy i wampiry? Dobre sobie. Nie mam pięciu lat i nie wierze w bajki.

Nagle do rzeczywistości przywrócił mnie dość głośny piorun, przez co zeszła z parapetu i spojrzałam na zegarek.
17:17.
Ktoś o mnie myśli. - Pomyślałam uśmiechnięta. Od tego patrzenia nawet nie zorientowałam się jaka jestem zmęczona. Poszłabym już spać, ale później pewnie obudziłabym się w środku nocy zupełnie wyspana, a tego nie chce. W końcu zdecydowałam się na zjedzenie kolacji. Zeszłam leniwym krokiem do kuchni, gdzie natknęłam się na czytającego gazetę tatę.
- Jest tam coś ciekawego? - Spytałam nawiązując rozmowę.
- Oprócz tego co zawsze, to raczej nic nowego nie ma. - Powiedział znudzony tato.

Zajęłam się robieniem sobie kanapek, skupiając się jedynie na tej czynności. Ostatnio nawet dobrze się czuje, pomijając tą sytuacje u Zayn'a wczoraj, ale to było w sumie oczywiste, biorąc pod uwagę, że nie wzięłam tabletki. A propos Zayn'a cieszę się, że nie poszedł za mną. Nie mam siły tłumaczyć mu się, zresztą nawet tego nie chce. Ja go prawie nie znam.. ale jedno muszę przyznać. Jest okropnie pociągający.
____________________________________
Hejo :* Tak, wiem nie było mnie.. w cholerkę, ale no cóż nie mam zbytnio czasu na pisanie. Ostatnio mam same rajdy czy szkolenia, a jeśli nawet ich nie ma, to pełno materiału do nauki. W końcu jeszcze trochę i koniec semestru. :)

sobota, 24 października 2015

Rozdział 9

- Naleśniki? - Spytał Zayn gdy zdecydowaliśmy się coś zjeść.
- Tak. - Przytaknęłam lekko. Głowa zaczynała mnie boleć, a to już zły znak. Ostrożnie usiadłam przy stole i obserwowałam perfekcyjne ruchy Malika. Kurde chyba mi się serio podoba... to niedorzeczne., ja go nawet dobrze nie znam. Zauważyłam, że mężczyzna uśmiecha się. Oh jak dobrze, że nie słyszy moich myśli...

- Gotowe. - Powiedziawszy to położył przede mną talerz pełen pysznych naleśników z syropem malinowym.
- Chyba nie myślisz, że zjem to wszystko. - Zaśmiałam się słabo.
- Co ty w ogóle dzisiaj jadłaś? - Spytał mnie podejrzliwie. Nie odpowiedziałam na to pytanie tylko zajęłam się moją porcją. Zayn wziął swój talerz i udał się do salonu. Ówcześnie pytając mnie czy chce iść. Jednakże odmówiłam. Wciąż źle się czułam, ale próbowałam to ukryć. Nie chce by niepotrzebnie się martwił tym bardziej, że często tak mam. To wszystko przez moją chorobę, ale z czasem przyzwyczaiłam się. Zjadłam jednego i pół naleśnika, gdyż zbyt fatalnie się czułam, aby więcej wcisnąć w siebie. Wstałam trzymając się stołu, po czym udałam się do salonu, aby powiedzieć Zayn'owi, że idę się położyć. Praktycznie trzymając się ścian doszłam do pomieszczenia, ale w końcu udało mi się to.
- Z-zayn... idę się położyć, ok? - Przymknęłam oczy, ledwo wypowiadając te słowa.
- Ej Claudia, co jest!? - Malik automatycznie wstał i podszedł do mie.
- Nic. Źle się czuje. - Powiedziałam "gibając" się na wszystkie strony.
- Widzę. Chodź, pomogę Ci. - Powiedziawszy to wziął mnie na ręce, co mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się tego.
- O kurwa. - Właśnie w tym momencie przypomniałam sobie, że od dwóch dni nie zażyłam przepisanych tabletek. To nie dziwie się już dlaczego tak źle się czuje.
- Co jest?
- Nie wzięłam tabletki. - Wyszeptałam.
- Jakiej? Może mam.
- Na pewno nie. - Odparłam tylko.
- To może pójdę do ciebie i je przyniosę?
- Mam ci dać moje klucze do domu?
- Zaufaj mi. - Przez chwile wahałam się, ale z drugiej strony nie mam powodów by mu nie ufać. Jak dotąd tylko "ratował" mnie z różnych sytuacji, a raczej nie na odwrót.
- Dobrze. Klucze są w mojej torebce. Wiesz gdzie mieszkam. Odparłam słabo z braku sił. Zayn zaniósł mnie do sypialni i ułożył na wygodnym materacu. Niemal od razu zapadłam w głęboki sen.

Zayn

Ostatni raz spojrzałem na słodko śpiącą Claudie, po czym udałem się do jej domu. Wydawała się bardzo zdenerwowana, gdy przypomniała sobie o tych tabletach. Musi mieć je przepisane, tylko dlaczego? Szczerze mówiąc przestraszyła mnie dzisiaj. Nie wiedziałem co się dzieje, a rzadko mi się to zdarza.

Gdy już byłem pod właściwymi drzwiami, rozejrzałem się uważnie, po czym  wszedłem do środka i odnalazłem pokój dziewczyny. Hm.. gdzie mogą być te tabletki. Nawet nie powiedziała mi jak wyglądają...
Jasne, szukaj sobie igły w stogu siana.
Po około 10 minutach szukania, znalazłem chyba je. Z ciekawości obróciłem je i przeleciałem wzorkiem zawartość chemiczną. Ogólnie to co zwykle znajduje się w takich wytworach, lecz jedna substancja przykuła moją szczególną uwagę. Dzięki niej śmiertelnicy uodporniają się na wampirze moce. W skrócie nie możemy czytać im w myślach, stosować hipnozy i tym podobne rzeczy. To dlatego tak było z Claudią, długo nie zażywała swoich tabletek, więc substancja przestała działać. I wszystko jasne.

Jednakże najbardziej zdziwił mnie fakt, że są to tabletki na spowolnienie raka. Czyżby Claudia... muszę z nią o tym jak najszybciej porozmawiać.

Czym prędzej udałem się z powrotem do mnie. Dziewczyna wciąż spała, nie miałem serca jej budzić, ale wydaje mi się, że musi tą tabletkę wziąć.
- Claudia.. słonko obudź się.
Nic. Widać, że była padnięta. Zacząłem nią delikatnie trząść, przy tym nawołując jej imię. Nie trwało to długo, w pewnym momencie otworzyła przestraszona oczy, jakby nie wiedziała co się dzieje.
- Przyniosłem ci tabletki. - Powiedziałem w końcu. Nastolatka powoli usiadła widać było, że jest już lepiej, aczkolwiek całkowicie ból nie przeszedł. Podałem jej szklankę wody wraz z tabletką. Niemal od razu ją zażyła.
- Odpocznij.
Dziewczyna przytaknęła i wykonała moje polecenie.  Muszę dowiedzieć się o co chodzi z tymi tabletkami, ale to nie teraz. Jak na razie jest zbyt słaba, potrzebuje wypocząć, abym mógł z nią na spokojnie porozmawiać. Spojrzałem na Claudie, była ubrana w codzienne ubrania. Na pewno jest jej tak niewygodnie spać. Z pobliskiej szafy wyjąłem bluzkę, po czym podszedłem do niej. Ostrożnym ruchem zdjąłem z niej górną część garderoby i założyłem moją o wiele za dużą na nią bluzkę. Wyglądała w niej bardzo pociągająco. Pozbyłem się również jej spodni. Gdy dziewczyna była już gotowa do snu, sam poszedłem wziąć prysznic, po czym ułożyłem się obok niej przykrywając nas cieplutką kołdrą. Wtuliłem się w zgrabne ciało Claudii i tak zasnąłem.
_____________________________________
Hejka ☺ Oto i jestem z nowym rozdziałem dla was :D Trochę krótki i dość mało się dzieje, ale nie mam dziś większego pomysłu. Następny na pewno będzie lepszy :) Za niedługo oboje poznają swoje wzajemne tajemnice i wtedy dowiecie się, dlaczego akurat taki tytuł fanfiction ♥
Do następnego! ♥